"Capi. W nowym domu capi, jak anioł. Capi z łazienki, capi z kibla. Capi od dawna, chociaż to nowy dom. Czemu tak capi? Ani chybi, ktoś wrzuca do muszli buraczki. Kto je wrzuca? Stara kobieta, która ledwo nogami powłóczy i musi się opierać na lasce? A może to jej syn?" Tak zaczynałem poprzedni wpis na ten temat. Odchody zapowiadają zmianę pogody ze słonecznej na deszczową. Jak? Śmierdząc! Więc tak zaśmierdziało w domu, że beczkowóz wywożący nieczystości mógłby zwymiotować. Okazji do zwrócenia na to uwagi nie odpuściłem. Wszak wrzucanie buraków do muszli, dobrze zapamiętałem. Oczywiście nie dało się odoru wytłumaczyć burakami, ale potrzeba wytłumaczenia jego pochodzenia była. Tym razem oskarżono strumyczek, ale błyskawicznie obaliłem tą bzdurę. Wokół domu nie było czuć smrodu, co już wyjaśnienia nie znalazło. Zapytałem czym wytłumaczą niemiłosierny smród w domu, przy jego całkowitym braku na dworze i oczywiście odpowiedzi się nie doczekałem. Jednak reakcja była. Strach! Tak strach. To, strach po zadanym pytaniu. Strach przed prawdą, która działając na podświadomość, mówiła, że wcześniejsze pomówienia były niesłuszne! Nie wiem, czy zorientowali się w prawdziwej przyczynie smrodu. To wadliwa instalacja kanalizacji i wentylacji. Kiedyś się tego muszą domyślić. Albo ktoś im podsunie taką myśl.