czwartek, 29 grudnia 2016

1 KOMPUTER I 3 NIEZALEŻNE SYSTEMY OPERACYJNE.

Żeby na jednym komputerze mieć 3 niezależne od siebie systemy operacyjne, są nam potrzebne trzy dyski twarde. Ale nie trzy partycje na jednym dysku. Opowiem jak ja to zrobiłem. Mając do dyspozycji trzy dyski twarde, postanowiłem zainstalować na każdym z nich inny system operacyjny. Do dyspozycji miałem Linuksa Ubuntu 14.04, Windows XP i Windows 7. Linuks 64bit, a Windowsy 32 bit.
Zdjąłem obudowę z komputera, żeby móc odłączyć dwa dyski i pozostawić tylko ten, który przeznaczyłem na instalację jednego z systemów. Po zainstalowaniu systemu, odłączyłem dysk od płyty głównej i podłączyłem następny. Po zainstalowaniu drugiego systemu, znów powtórzyłem opisane czynności. Gdy już miałem zainstalowane wszystkie trzy systemy, to podłączyłem do płyty głównej wszystkie dyski.
Po włączeniu komputera, system do uruchomienia wybierałem wchodząc do BIOS-u, ponieważ nie miałem menu rozruchowego. Byłoby takie, gdybym instalował systemy na osobnych partycjach. Ale awaria pierwszego systemu, tego z menu rozruchowym, natychmiast uniemożliwia dostęp do innego systemu. Menu rozruchowe pojawiło się na „ubuntowym” dysku. Pojawiło się po aktualizacji Linuksa, co jest chyba spowodowane tym, że jest to system 64 bit, a obydwa Windowsy 32. Windowsy „nie widzą” dysku z Linuksem.
Teraz mam menu rozruchowe i już nie muszę za każdym razem, kiedy zechcę użyć innego systemu operacyjnego wchodzić do BIOS-u. Ponadto, nawet awaria Linuksa, nie pozbawi mnie możliwości używania pozostałych systemów. Nadal mogę korzystać z komputera i nie muszę się spieszyć z naprawianiem Linuksa, jeśliby to on zawiódł.

czwartek, 22 grudnia 2016

AWARIE W SIECI LAN. ATAK SMART ARP.

Niedawno miała miejsce awaria w naszej lokalnej sieci LAN. Miałem utrudniony dostęp do sieci kwalifikowany przez moją zaporę, jako atak typu Smart ARP. Przypomniało mi to, jak na początku mojej przygody z Internetem, zapory wyświetlały mi komunikaty o atakach na mój komputer. Wówczas podawały IP komputera, z których pochodziły ataki.
W tamtych czasach, wyświetlała mi się lista grup roboczych i widziałem komputery będące w tej samej grupie co ja, jeśli ich właściciele korzystali z dostępu do sieci o tej porze, co ja. Wtedy wpadłem na pomysł ustalenia komputera, z którego pochodziły domniemane ataki. Od razu po wyświetleniu się komunikatu o blokowaniu próby włamania, patrzyłem które komputery z grupy korzystają z dostępu do Internetu.
Zrobiłem zrzut i spisałem wszystkie. Zanotowałem także IP atakującego komputera. Przy następnym ataku, powtórzyło się IP, ale skład uruchomionych komputerów się zmienił. To spowodowało wykluczenie z listy podejrzanych, komputerów nieobecnych na liście. I tak, postępowałem do czasu, aż pozostał mi tylko jeden komputer. To komputer, z którego był atakowany mój pecet. Z tej samej grupy roboczej, co mój.
Jeśli wierzyć komunikatom zapory, niemal wszystkie ataki pochodziły z komputerów sieci LAN. I było ich znacznie więcej wtedy, kiedy były awarie i nie było dostępu do Internetu, ale nadal była łączność wewnętrzna. Możliwość korzystania z połączeń wewnętrznych, jest z jednych powodów pożądana, ale także stwarza zagrożenie. Może powodować fałszywe alarmy z winy wadliwie działających urządzeń sieciowych, lub bałaganu na serwerze. Może być wykorzystywana do ataków na wybrany komputer.

piątek, 16 grudnia 2016

NA PROSTATĘ

Puppel herc, albo jakoś tak podobnie to brzmi. Na gwizdek i na prostatę. Wyjątkowo kretyńska reklama. Jakaś kobieta dmucha w gwizdek i macha górną kończyną. Zaraz po tym dowiadujemy się, że to coś jest na prostatę. Na co komuś coś na prostatę nie mam pojęcia. Tym bardziej jeżeli chodzi o kobiety, które jej nie mają. Za to każdy mężczyzna ma prostatę. Niektórzy nawet za dużą, co zdaje się, jest nazywane przerośnięciem gruczołu krokowego, lub jakoś podobnie. Mniejsza z tym. Myślę, że twórcom tej (i nie tylko tej) reklamy, przydałoby się coś na zastanowienie. Może reklamy nie byłyby tak głupie i denerwujące.  

poniedziałek, 28 listopada 2016

CIĄG WSTECZNY. WENTYLACJA.

Podobno docieplanie budynków miało być korzystne dla lokatorów mieszkających w blokach na których, wykonano te prace. Prawda o owych lokatorskich korzyściach, jest mocno naciągana z różnorodnych powodów. Jednym z nich, są ciągi wsteczne. Zamiast z mieszkania odprowadzać powietrze przez kanały wentylacyjne, to przez nie, wlatuje ono do mieszkań. Z tym, że jest to powietrze zimne!
W moim mieszkaniu, są dwa kanały wentylacyjne. Jeden w kuchni, a drugi w łazience. Przy czym kanał wentylacyjny w łazience działa poprawnie, a w kuchni nie. Do kuchni mocno wieje zimnym powietrzem. Jest to związane z wykonanym dociepleniem. Robiłem próby mające na celu stwierdzenie prawdziwości umieszczonego tu twierdzenia.
W tym celu, posłużyłem się zapaloną zapalniczką gazową. Jeśli jej płomień nachyli się w stronę kanału wentylacyjnego, jest dobrze. A jeśli się od niego odchyli, to mamy ciąg wsteczny. Po stwierdzeniu, że zimne powietrze jest tłoczone do mieszkania przez kanał w kuchni, otworzyłem drzwi balkonowe, znowu zaświeciłem swoją zapalniczkę i teraz, jej płomień był nachylony w kierunku kanału.
Więc mam ograniczony dopływ świeżego powietrza do mieszkania i nic nie przeciwdziała temu zjawisku. Poradzono mi by częściowo zatkać kanał który wyciąga powietrze. Uzasadnieniem porady jest sytuacja, w której kanał z łazienki zasysa powietrze wtłaczane do mieszkania przez kuchenny kanał wentylacyjny. Sprawdziłem radę i okazało się że:
Kanał wentylacyjny w łazience odprowadzał powietrze, ale słabo. A do kuchni mocno dmuchało zimnym powietrzem. Dopiero wtedy, gdy całkowicie zatkałem wentylację w łazience, przestało dmuchać do kuchni, ale kanał jeszcze nie zaczął poprawnie działać. Płomień zapalniczki nie wychylał się w żadną stronę. 
Następnym szczegółem wziętym pod uwagę, są różnice temperatur w poszczególnych pomieszczeniach mieszkania. Tylko w łazience, kaloryfer jest nastawiony na grzanie bez ograniczeń. W kuchni i w innych pomieszczeniach, grzanie jest znacznie ograniczone. To jest powodem wytworzenia się takiego obiegu powietrza. 
Na razie, nie potrafię wyjaśnić dlaczego do mieszkania mocniej dmucha zimnym powietrzem, a słabiej odprowadza ciepłe. Gdyby założyć, że wszyscy mieszkańcy pionu nade mną mają zatkane kanały wentylacyjne w kuchni i odetkane w łazienkach, wydaje się, że ograniczenia przepustowości, dotyczą poprawnie działającego kanału wentylacyjnego w łazience.
Jednak uważam, że to nie ograniczenia przepustowości kanału w łazience, a pozatykane kratki wentylacyjne powodują brak oporu dla zimnego powietrza w kanale kuchennym. Być może mylę się w ocenie zjawisk, a mo że i nie. Może przeczyta to ktoś umiejący lepiej niż ja wyjaśnić to zjawisko i w komentarzu, podzieli się swoją wiedzą w tym zakresie.


                 

  

niedziela, 30 października 2016

LECZENIE RAPEM?

O czymś takim jak leczenie muzyką słyszałem już dawno i od dawna wątpię w skuteczność tego sposobu leczenia. Dawno też zapomniałem o tym i pewnie nieprędko pomyślałbym o muzykoterapii, gdybym nie usłyszał o leczeniu rapem. Dla mnie hipy, hopy i rapy, są hałasowaniem z użyciem wszelkich dostępnych środków i sposobów do wydawania dźwięków. Nie wiem jak to może pomóc komuś, kto tego nie toleruje. Za żadne grzechy świata nie potrafię tego pojąć, dlaczego ktoś cierpiący na jakąś chorobę, miałby być jeszcze katowany hałasem, którego nie znosi? ? Wtedy, kiedy pierwszy raz słyszałem o muzykoterapii, była mowa o muzyce klasycznej, ale nie przypominam sobie, aby była mowa o muzyce rozrywkowej.
Znam wiele osób nielubiących muzyki klasycznej i muzyki młodzieżowej. Chciałbym wiedzieć jaki skutek da muzykoterapia nielubianym gatunkiem muzycznym. A przy tej okazji, warto byłoby się zastanowić, czy lubiane gatunki muzyczne, mogą mieć właściwości lecznicze dla jej fanów. ? ? Nie przypominam sobie nic na temat rodzaju schorzeń,  które skutecznie leczyłaby muzykoterapia. Ale też, nigdy mnie to wcześniej nie interesowało. Minionej nocy w telewizji, pokazano jakąś dziewczynę, której rzekomo pomógł rap na ból nogi. Za to mnie natychmiast rozbolał brzuch, jak tylko ów rap zademonstrowali. No i jak to tak to?




czwartek, 11 sierpnia 2016

Przy okazji, dowiedziałem się.

Obiecałem komuś zrobić prostą, skromną stronę internetową, która ma mieć związek z różnymi typami łożysk. Od tego kogoś, dowiedziałem się, że łożysko kulkowe wymyślił Leonardo da Vinci. I choć wiedziałem, że poza malowaniem, wynalazł wiele różnych rzeczy, to nie zapamiętałem co to było.

czwartek, 30 czerwca 2016

ELEKTRYK.

Tym razem mnie potężnie zadziwił mój znajomy pobożny elektryk. Był u mnie i prosił mnie abym mu poszedł pobielić cyną trzy przewody. To, że chodzi mu o przewody z instalacji elektrycznej nawet na myśl, mi nie przyszło. Obiecałem mu przyjść po południu. Poszedłem, ale nie zastałem go. Była tylko jego żona. Pokazała mi o co mu chodziło. 
Po jakiego anioła chciał przewody cynować nie wiem. Należało je przyciąć, końcówki odizolować i podłączyć do kostki, a kostkę połączyć z wyłącznikiem. Nie rozumiem dlaczego o tym nie pomyślał i sam sobie tego nie zrobił. Nie rozumiem jak to możliwe, że zawodowy elektryk, nie poradził sobie z tak prostą pracą.

środa, 29 czerwca 2016

POGRZEBOWE ZWYCZAJE

Byłem na wielu pogrzebach. Pamiętam jeszcze takie, kiedy zmarli byli w domu przez dwa dni po śmierci. Leżeli na katafalku, a wokół paliły się gromnice i ludzie odwiedzali dom zmarłej osoby, aby pomodlić się z innymi za duszę zmarłego. Przed rozpoczęciem ceremonii pogrzebowej przyjeżdżał fotograf i robił pamiątkowe zdjęcia krewnym, przy jeszcze otwartej trumnie. 
Następnie pojawiał się ksiądz. Towarzyszył mu organista. Po modlitwie trumnę zamykano i wynoszono z domu. Ktoś szedł z krzyżem wiodąc do kościoła orszak żałobny, czterech panów niosło trumnę ze zmarłym na ramionach. Jeśli trzeba było nieść daleko, co jakiś czas, zmieniali się niosący. Czasem wieziono zmarłego furmanką. Dzwoniły dzwony. 
Trumnę ze zmarłym wnoszono do kościoła i dopiero po mszy, niesiono na cmentarz. Na cmentarzu po modlitwach, opuszczano trumnę na dół do grobu. Ludzie wrzucali po grudce ziemi, a potem, grabarz zasypywał grób. Na grobie układano wieńce i wiązanki kwiatów. Dziś wygląda już to zupełnie inaczej.
Zmarłego wynoszą z kaplicy szpitalnej, lub cmentarnej i ciało zostaje w grobie złożone przed odprawieniem mszy. Dzisiaj żegnałem zmarłego sąsiada. Kiedy patrzyłem na wzajemne przytulanie się i poklepywanie po plecach, przypomniał mi się pogrzeb mojego kolegi, na którym jego siostrę przytulano i obcałowywano.
Bywałem na wielu pogrzebach, ale tylko na tych dwóch zauważyłem to przytulanie z poklepywaniem. Zastanawiam się kiedy ten zwyczaj się u nas pojawił, skąd przyszedł. Czy jest bardzo rozpowszechniony, czy nie. Co wyraża ten zwyczaj, jeśli nie bezsilność człowieka wobec śmierci? Co możemy jej przeciwstawić, choć chcemy się jej sprzeciwić, bo coś chcielibyśmy cofnąć, i do czegoś nie dopuścić? 

piątek, 24 czerwca 2016

WYRAZIĆ KOTEM NIENAWIŚĆ.

Można nienawidzić i mieć kota. Dosłownie i w przenośni. Obydwa koty są potrzebne; realny i ten w przenośni do wyrażenia realnej nienawiści. Obiektem nienawiści jestem ja. Od dawna. Nie można już zaskoczyć mnie nienawiścią, ale można zaskoczyć mnie formą jej wyrażenia. Wczoraj od swojej siostry, dowiedziałem się, że jej kot nie cierpi obcych. Czyli mnie. Trzeba mieć kota, żeby coś takiego powiedzieć.   

piątek, 10 czerwca 2016

PO CO MAJTKI KUPOWAĆ?

Siedzę sobie na stołówce i wcinam zupinę. Przy sąsiednim stoliku dwie panie też coś wcinają. Jedna siedzi obrócona do mnie bokiem, a druga tyłem. Wcinam sobie zupkę i układam plan zajęć na popołudnie. Gdzie dziś się wybrać i czym się zająć. Zupa się skończyła. Trzeba wstać i iść do okienka po drugie danie. Podniosłem głowę i zastygłem w bezruchu. Pani siedząca przede mną, była pochylona nad swoim posiłkiem. Jej sweterek powędrował w górę i odsłonił….. wytatuowane stringi! Słusznie! Po co majtki kupować, gdy można je wytatuować? Nie podrą się, nie trzeba ich prać, ani suszyć. Niestety, nie ma jak ich zmienić na inne. 

środa, 27 kwietnia 2016

PRÓBA RATOWANIA DRUKARKI.

Dość dawno kupiłem drukarkę Canon IP 4300. Zaletą tej drukarki jest szybkość wydruków, z zachowaniem wysokiej jakości wydruku. Kolejną zaletą dla mnie, jest możliwość druku na płytach CD i DVD. Oprócz tego można się nią posłużyć do robienia nadruków na koszulki. Z tych powodów, zależy mi na uratowaniu tej drukarki.
Niestety, z mojej winy, doszło do zatkania dysz. Drukarka stała długo nieużywana. Za długo i obawiałem się, że nie pomoże przeczyszczenie głowic za pomocą dostępnych w oprogramowaniu narzędzi. A kilkakrotne przeczyszczenie dysz drukarki i drukowanie testów kontrolnych, wcale nie było powodem do optymizmu. Dzisiaj, ku mojemu zaskoczeniu i zadowoleniu, wykonałem nadruk na płycie CD o zadowalającej jakości. Potem wydrukowałem zdjęcie. Wydruk wyszedł poprawnie. Pozostaje mi jeszcze wykonać w jakiś sposób kalibrację drukarki.
   

czwartek, 14 kwietnia 2016

MOJA SKLEROZA

Żartuję sobie, że mam świetną pamięć i nigdy nie zapominam, by choć raz dziennie o czymś nie zapomnieć. Ostatnio zdarzyło mi się coś, co zaczyna mnie martwić. Nie dość, że przez zapominanie o ważnych sprawach straciłem ponad 250 złotych, to jeszcze zapomniałem gdzie położyłem notatki. Te notatki nie są dla mnie ważne, ale zapominanie, robi się coraz większym problemem.

niedziela, 14 lutego 2016

"STRESUJĄCY" MATERAC ANTYODLEŻYNOWY.

Taki materac może stać się przyczyną niespodziewanego podnoszenia ciśnienia. Właśnie to spotkało mnie dzisiaj. Pół roku temu, kupiłem taki materac całkiem nowiuteńki. Materace przeciwodleżynowe posiadają regulację ciśnienia powietrza w znajdujących się w nim komorach. Co jakiś czas, powietrze z jednych ma być usuwane, a dobijane do drugich. Są połączone z urządzeniem pompującym i regulującym za pomocą dwóch wężyków. Czasem się zdarza, że zawiedzie regulacja i materac staje się twardy, bo nie działa odprowadzanie powietrza.
Tak było dzisiaj. Wyłączyłem urządzenie, odłączyłem wężyk, żeby wypuścić nadmiar powietrza, ale po spuszczeniu powietrza, nie włączałem urządzenia. Jedynie założyłem wężyki na swoje miejsce. Po podłączeniu wężyków powiedziałem, że teraz wystarczy włączyć przełącznikiem, jeśli będzie trzeba materac napompować. Po powrocie do domu, zostałem telefonicznie zapytany, czy nie ma zagrożenia porażenia prądem! 
Myślałem, że mnie zaleje troista anielska od tego głupiego pytania. Zawsze poza moimi plecami, ktoś wpada na genialne pomysły, aby mnie rozanielić jakimś kretyńskim pomysłem. Tym kimś, jest niewątpliwie moja siostra, która nieustannie szuka pretekstu do kłótni. I niestety, pomaga jej w tym moja mama, pozwalając sobie prać mózg tymi idiotycznymi pomysłami.          

środa, 3 lutego 2016

NOWINY Z MEDYCYNY.

Wylądowałem w szpitalu. Na krótko, ale to nieistotne. Istotne są inne rzeczy i to o nich zamierzam napisać kilka zdań. Już na samym niemal wstępie zaskoczono mnie. Podczas spisywania wywiadu dotyczącego przebytych chorób, usłyszałem, że ta dokumentacja jest sporządzana w celu, którego bym się nie spodziewał. W oparciu o tą dokumentację, NFZ podejmie decyzję, czy szpital otrzyma zapłatę za leczenie. Powiedziano mi, ze szpital nie odmawia leczenia, choć może spotkać się z tym, że nie NFZ nie za każdego pacjenta zapłaci.
Nie wiem jak to wyglądało wcześniej. Czy było tak samo wcześniej, czy dopiero teraz się pogorszyło. Jeżeli szpital leczy wszystkich, to ponosi koszty leczenia. A, gdy nie otrzyma za to zapłaty, to powstaje zadłużenie.   

wtorek, 26 stycznia 2016

Zabiegowa intryga.

Intryga jest i nie mam w tej sprawie cienia wątpliwości. Zaczęło się od załatwiania przychodzącego do domu fizjoterapeuty. Ale z zabiegów na fundusz można skorzystać do sześciu miesięcy od chwili powstania niesprawności. Ze skierowaniem w rękach, udałem się załatwić rehabilitanta. Właśnie owe nieszczęsne sześć miesięcy i długa kolejka w oczekiwaniu na rozpoczęcie zabiegów, dały pretekst do zwrócenia mi skierowania i odesłania do konkurencji. Tam kolejka miała być mniejsza.
O zaistniałej sytuacji, dowiedziała się pielęgniarka, która co tydzień przyjeżdża do mamy. Bo przy niej to opowiedziałem, jaki obrót przyjęła ta sprawa. Po upływie kilku dni, mama powiedziała mi, że już nie muszę się tym zajmować, bo podobno załatwił to jej lekarz. Byłem zaskoczony. Opanowałem się i nie pokazałem, że w to nie wierzę. Skoro ja miałem załatwiać w innym miejscu i słyszała o tym ode mnie pielęgniarka, to dlaczego lekarz miałby ingerować w tą sprawę?
Najpierw ktoś lekarza musiałby powiadomić o zaistniałej sytuacji, a dopiero później, mógłby zająć się tą sprawą, chcąc pomóc z dobrej woli. Czy to, aby nie wyglądałoby zbyt pięknie, aby się ziściło? No właśnie! Jednak w mojej obecności, pielęgniarka mówiła, że rehabilitanta należy się spodziewać w połowie stycznia. Styczeń się kończy, a pielęgniarka twierdzi, że to ja miałem załatwić i wypiera się tego, co sam słyszałem.
Tak. To ja miałem załatwić i gdyby nie było nic robione poza moimi plecami, sprawę dociągnąłbym do końca. Albo załatwiłbym rehabilitanta, albo byłoby wiadomo, ze nie ma co jego oczekiwać! Tyle na temat tego, co by było, gdyby było. Tylko ze mnie mama zdjęła tą sprawę dając sobą pokierować innym osobom. Tutaj już jest mi trudniej bezbłędnie wskazać co i jak przebiegało.
Pozostają domysły, a te biegną taką drogą: w poprzednim akapicie wskazałem na dziwaczną sytuację w której to, lekarz miałby się sam zaangażować w ta sprawę. Podobne pytanie należy postawić także w odniesieniu do pielęgniarki. Z pielęgniarką, sprawa się komplikuje. Choćby z tego powodu, że sam słyszałem, jak mówiła o tym, żeby fizjoterapeuty spodziewać się w połowie stycznia. Więc co tu jest grane? Dlaczego tak mówiła i teraz wskazuje na mnie?