Nie jestem zwolennikiem Palikota. Nie podoba mi się sposób w jaki został posłem. Uważam, że oszukał dużą część swych wyborców. To tyle w skrócie z mojej strony o tym polityku. Do napisania tych słów, skłania mnie ordynarny dotyczący Palikota wpis na blogu. Opublikowany wpis jest nie tylko ordynarny i głupi, ale nasiąknięty prymitywną nienawiścią.
wtorek, 10 grudnia 2013
czwartek, 7 listopada 2013
KIEDYŚ I TERAZ cd1
Nadmieniłem, że parę razy przydała mi się lista znajomych, do czegoś, czego nie zakładałem. Wystarczył sam fakt istnienia tej listy. W normalnej sytuacji, nie wpadłbym na podobny pomysł. Pomysł ten przyszedł mi do głowy po fakcie, gdyż zaistniała sytuacja spowodowała dostrzeżenie tej przydatności.
Mnie wystarczyło istnienie tej listy, bez względu na to, kto w niej figurował. Z ciekawości porównałem swoją listę znajomych i listami paru innych osób. Pomijając wielkość tych list, można dokonywać podziałów pod innymi względami. Temat internetowych list znajomych można powoli kończyć, albo dopiero zaczynać rozwijać. Ja w tym miejscu, kończę ten temat, aby przejść do kolejnego. Choć nie wykluczam powrotu do tematu podzielenia znajomych na różnego rodzaju grupy.
KIEDYŚ I TERAZ
Kiedyś zastanawiałem się nad tym, po co ludziom potrzebne są listy zawierające kilka tysięcy znajomych. To takie nieduże miasteczko. Gdzieś czytałem wpis jakiejś studentki. Wyraziła opinię dość podobną do moich poglądów. Ani ona, ani ja, nie mieliśmy bezsprzecznej racji. Myślę, że ona podobnie jak ja, też nie myślała o tym, że ta lista może się przydać do czegoś więcej, niż próżne przechwałki. Internet był mi już wówczas znany, ale z innej strony. Bywał źródłem potrzebnych mi informacji. Informacji potrzebnych w realnym świecie. Blogami nie interesowałem się zupełnie.
Nadszedł dzień, w którym założyłem bloga, aby zorientować się, jak toto wygląda "od środka". Początkowo nie zamierzałem zajmować się pisaniem na blogach, ale wydarzyło się coś, co zmieniło moją decyzję. Pojawiający się u nas w kraju kryzys i próbny blog, stały się zalążkiem jednego pomysłu. Nie udało mi się go zrealizować. Niedługo później, pewne zdarzenia, naprowadziły mnie na nową myśl i zacząłem ją realizować. Tym razem z powodzeniem.
Kiedyś zastanawiałem się nad tym, po co ludziom potrzebne są listy zawierające kilka tysięcy znajomych. Teraz też myślę o listach znajomych, ale inaczej niż wtedy. Nadal ostrożnie do tematu podchodzę. Kiedy początki realizowania nowego pomysłu zaczęły przynosić pierwsze pożądane efekty, rosła też lista moich "znajomych". Parę razy mi się to realnie przydało.
poniedziałek, 21 października 2013
CONFICKER
Hakerzy łamią zabezpieczenia od różnych programów. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić radość ze zhakowanego firewalla, albo antywirusa. Producenci programów mających chronić komputery, starają się utrudnić ten proceder. Dochodzi więc do absurdów. Żeby zainstalować antywirusa, trzeba pobrać go z internetu, a potem zainstalować go na komputerze. Taki conficker, tylko czeka na okazje tego rodzaju. Komputer bez jakiejkolwiek osłony.
wtorek, 15 października 2013
PISANIE WARTOŚCI
Zaglądając tu i ówdzie, można to i owo poczytać. Można poczytać napisane dobre uczynki, miłość, wrażliwość i takie tam. Lecz tylko napisane.
wtorek, 1 października 2013
BRANIE SPRAW WE WŁASNE RĘCE.
Branie spraw we własne ręce było jednym z haseł, którymi, solidaruchy tumanili naród. Problem polegał na tym, że samo posiadanie dobrego pomysłu nie wystarczało. Na jego realizację, mało kogo było stać. Odpowiednie znajomości, mogły ułatwić dostęp do potrzebnych pieniędzy. Brak odpowiednich znajomości, owocował wydarciem pomysłu z korzyścią dla kogoś innego.
sobota, 28 września 2013
PODSZYWANIE SIĘ
Jednym z przejawów cyberprzemocy jest podszywanie się pod inną osobę, której się chce zaszkodzić. Pomysłowość cyberprzestępców może zaskoczyć niejednego, użytkownika internetu. Potrafią zbudować fałszywą stronę, bloga. Po to, aby fałszywej strony, czy bloga, użyć do szkodzenia innemu użytkownikowi. Z konta założonego w tym celu, mogą rozsyłać do innych użytkowników, wiadomości szkalujące tego, kogo wybrano na ofiarę.
Przeglądając strony internetowe, trafiłem na artykuł zawierający pytanie: tabletki, czy plastry? Sam artykuł nie miał związku z paleniem, ale z antykoncepcją. Zanim opuściłem stronę z tym artykułem, zdążyłem zauważyć komentarz nie związany z poruszanym tematem. Kilka razy czytałem treść tego komentarza, który nie ma związku z artykułem. Odnoszę wrażenie, że autorem komentarza, jest osoba dążąca do usunięcia czyjegoś konta za pomocą strony będącej fałszywką oryginału. Że w efekcie, autor tego komentarza stracił swoją podróbę!
Porównanie pierwszego zdania ze zdaniami przedostatnim i z ostatnim prowadzą mnie do wniosku, że żale wylewa sprawca cyberprzemocy, a nie jej ofiara. Przecież dążąc do usunięcia komuś fałszywego konta, nie można równocześnie chcieć go zachować. Skoro autor pisze, że nie każdy chce usuwać konto, bo może się przydać do sprawdzenia czegoś, wynika, iż to właśnie on stracił konto stanowiące fałszywkę cudzej strony.
Moją uwagę zwrócił bełkotliwy styl komentarza. Jego autor sam zdradza swoje kłamstwa. Omyłkowo, a może celowo ten komentarz trafił pod przypadkowy artykuł. Tak samo bełkot, jakim jest treść tego komentarza, powoduje pytanie, czy ktoś pisząc go był narąbany, czy takiego z jakiegoś powodu udaje.
piątek, 27 września 2013
PRZYMIERZAM SIĘ - PRZYMIARKA 02
W poprzednim wpisie stwierdziłem, że twierdzenie o równości wszystkich wobec prawa, jest pustym frazesem. Do tego celu, jako przykładu, użyłem niejednakowych szans życiowych już w momencie przyjścia na świat. Nikt tego prawa wprost innym nie odmawia. Ale też nie wszystkim, pomaga się w wyrównaniu szans.
Próba wyrównania szans, jest skazana na niepowodzenie. Zrealizować ją, to, trzeba udzielić pomocy biedniejszemu. By móc biednemu pomagać, trzeba zabrać bogatemu. Bogaty podniesie wrzask, że narusza się własność. Rozbieżność interesów, spowoduje świadome utrudnianie startu biedniejszym. Choćby dlatego, żeby nie pozwolić zaistnieć ewentualnej konkurencji.
Próba wyrównania szans, jest skazana na niepowodzenie. Zrealizować ją, to, trzeba udzielić pomocy biedniejszemu. By móc biednemu pomagać, trzeba zabrać bogatemu. Bogaty podniesie wrzask, że narusza się własność. Rozbieżność interesów, spowoduje świadome utrudnianie startu biedniejszym. Choćby dlatego, żeby nie pozwolić zaistnieć ewentualnej konkurencji.
Etykiety:
bezrobocie,
gospodarka,
polityka,
prawa i oczekiwania,
refleksje
BORUTA ODMAWIA RÓŻANIEC
Boruta z różańcem w dłoni. Rysunek wykonany przez współautorkę bloga. Wymowy rysunku, chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć.
poniedziałek, 9 września 2013
KTO KORZYSTA Z UNIJNYCH DOTACJI?
Unijne dopłaty do różnego rodzaju projektów, zwróciły moją uwagę. Ostatnio pisałem o unijnych dotacjach na projekty docieplania bloków, ale nie na prace związane z tymi projektami. Na stronie jednej spółdzielni mieszkaniowej, podano do wiadomości nazwę firm wygrywających przetargi na wykonanie prac i za jaką cenę.
Zajrzałem na stronę UMiG. Znalazłem informacje o przetargach, które ogłaszano, ale nie dopatrzyłem się kto i za jaką cenę je wygrał. Brakło mi cierpliwości, do dokładnego przejrzenia wszystkich odsyłaczy, a być może, takie informacje tam są. Jednak z tym tematem wiąże się wiele projektów, rozłożonych na wiele lat, co wymagałoby poświęcenia dużej ilości czasu na zajmowanie się tym tematem.
Hałaśliwa, prounijna propaganda, kojarzy mi się z małą, ale mocno śmierdzącą kupką odchodów! W moim miasteczku, organizowano kursy, których celem, było zdobycie dodatkowych kwalifikacji zawodowych, co miało rzekomo ułatwić zdobycie pracy. Rzekomo, bo kursy były, ale nie było żadnego zapotrzebowania na pracowników w takich zawodach. Wykładowcy, wynagrodzenie dostali. Uczestniczkom kursów, także coś dano. Na flaszkę.
Dla przykładu, prowadzono kurs na elektryka. Wykłady pomocne dla posiadaczy tego zawodu. Komuś, kto nie był elektrykiem po szkole, dawano najniższe uprawnienia, które nie nadawały się nawet do wytarcia zadka. Dysponując tymi uprawnieniami, można było już zawodowo wymieniać żarówki, ale nie wolno było wymienić gniazdka, lub wyłącznika. O wykonywaniu instalacji, czy ich remontów należało zapomnieć.
Innym przykładem był kurs na ostrzarza pił. Zawód atrakcyjny w PRL-u. W demokracji, posiadacze tego zawodu, jeśli mieli pracę, to w innym zawodzie, a w wyuczonym w razie potrzeby. Taka sytuacja miała miejsce w upadłej firmie Polbuk w Ustjanowej, na terenie byłego PPD "Ustjanowa". Otrzymane pieniądze, zostały źle wydane. Ohydna prounijna propaganda, jest dla mnie inną sprawą, od marnowania przez urzędasów otrzymanych z UE pieniędzy.
sobota, 7 września 2013
Z WIELKIEJ CHMURY MAŁY DESZCZ
Z dużej chmury mały deszcz. Z wielkich nadziei robionych sobie odnośnie unijnych dotacji, korzyści są mizerne. Tablice stawiane w miejscach prowadzonych prac, nie informują jaki jest całkowity koszt prowadzonych prac. Prounijna propaganda pokazuje tylko to, że z unijnych dotacji, opłacono ponad połowę kosztu projektu.
Wydawałoby się, że podanie całkowitego kosztu inwestycji, robiłoby o wiele większe wrażenie, niż podanie kwot unijnych dopłat do samego projektu. Fakt, tyle, że na niekorzyść!!! Bo unijne dotacje, blado wypadają w porównaniu z faktycznymi kosztami prac.
Jeśli dobrze rozumiem, to polskie urzędasy trzepią portkami, aby nie stracić tych dotacji. I tak się zastanawiam, czy warto dla tych mizernych pieniędzy podporządkowywać się brukselskiemu molochowi.
JESZCZE RAZ UNIJNE DOTACJE
Swoje powątpiewanie w unijne dotacje już wyraziłem. Jednak nie zamierzam twierdzić, że UE, nie daje żadnej kasy. Za to odbywa się to, w sposób pozostawiający wiele do życzenia. W pobliżu prowadzonych prac stoją tablice informujące o kosztach projektu i ile do projektu dopłaca Unia. Dodatkowo tablice zawierają propagandowy, prounijny bełkot. Od dawna mam tak, że kiedy pokazują mi coś od frontu, staram się toto obejrzeć od zaplecza.
Poszukałem większej ilości tablic. Chciałem się dowiedzieć z nich o kosztach projektów na pozostałe ulice pewnej spółdzielni mieszkaniowej. Niestety, nie znalazłem. Ale trafiłem na inne, równie interesujące. Wszystkie zawierają bełkot, co nam tutaj ta Unia robi dobrego. Potem podany jest koszt projektu na każdej z tablic. Na żadnej nie zobaczyłem informacji, ile będą kosztować prowadzone prace. To byłoby o wiele bardziej wymowne.
Przynajmniej dla mnie, całkowita wartość inwestycji, nie jest równoznaczna z wartością projektu. Dlatego, że projekt, jest częścią składową inwestycji. Udział procentowy projektu w kosztach inwestycji, powinien być nieduży. Najwyraźniej jest coś wstydliwego, że podawany jest jedynie koszt projektu. Nie łamię sobie głowy tym, co takiego jest do ukrycia.
Wystarczy przyjrzeć się prowadzonym pracom i popatrzeć na koszt projektu. Osobom myślącym i zorientowanym w cenach prac i materiałów budowlanych, wystarczy. Poza samym kosztem prowadzonych inwestycji, należy jeszcze dobrze się przyjrzeć temu, czy to jest nam potrzebne. Bo jeśli nie nam, to komu ma to służyć?
niedziela, 25 sierpnia 2013
HANDEL W NIEDZIELĘ.
Od pewnego czasu KK walczy o zakaz handlowania w niedzielę. Bo niedziela to dzień święty, przeznaczony na odpoczynek. Wypada to nieco uściślić. Bo, pod kościołami można handlować bez przeszkód. W dni święte, zwłaszcza wtedy, kiedy zdobyte pieniądze zostaną na cele kościelne przeznaczone. Dziś przypomniałem sobie o tym, a okazją stał się parafialny festyn, którego częścią były licytacje. Pieniądze uzyskane z licytacji, mają być wydane na zakup nowych organów do kościoła. Podobno stare już nie chcą grać. Interesujące! No to niech zarabiają na nowe organy. Były kramiki z watą cukrową, z bigosem i nawet można było kupić sobie chleb ze smalcem! Żałuję, że nie sprawdziłem, czy ten chleb ze smalcem chciał upchnąć bogaty biednemu, czy może odwrotnie. Uciekłem już w trakcie odśpiewywania pierwszej pobożnej piosenki.
Muza świetna, w sam raz do słuchania w ramach pokuty. Niestety ja nie chodzę do spowiedzi, to i pokuty zadanej nie mam. Mówili, że śpiewają dla Pana Boga. Zadali Mu pokutę? I tak pomyślałem, że będąc Bogiem, za taki repertuar, postraszyłbym ich piorunami i popędził spod kościoła zimnym wiatrem i deszczem. Czy Bóg sięgnął do swoich zapasów cierpliwości, czy też ucieszyło go takie śpiewanie, tego nie wiem. Może ma inny gust, a może tego najzwyczajniej nie słuchał?
Zanim zespół prezentujący swój pokutny repertuar zaprezentował, padły słowa, niech będzie pochwalony. Oczywiście Jezus Chrystus. I znowu skojarzenia z wypędzaniem kupców ze świątyni. Ciekawe, co zrobiłby z kupcami handlującymi na kościelnym dziedzińcu? Czy też by ich przepędził, czy użyłby tekstu o rzuceniu kamieniem? A, że blado wypadło chwalenie Chrystusa....., na szczęście kamieni nie ma w pobliżu.
SŁÓW KILKA O UNIJNYCH DOTACJACH.
Przyjęte jest propagowanie korzyści z wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Zastanawiam się dla kogo przystąpienie do tego jarzma jest korzystne. Pewnie dla bogaczy, bo jakoś z biednym nikt się nie liczy.Wyśmiewane krzywizny ogórków i inne cudeńka radosnej brukselskiej twórczości, to nic innego, jak zasłanianie głupotą korzystnych dla wybrańców zarządzeń. Rzecz to znana.
Rozkradanie i marnowanie rzekomych unijnych dotacji, to jest jeszcze inna sprawa. Te dotacje są raczej pożyczkami. A konieczność zwrócenia ich jest nieuchronna. Kryzys wymusi! Unijna propaganda jest niemniej obrzydliwa od propagandy przewodniej siły narodu, korzyści płynących ze współpracy z RWPG, czy sojuszu z ZSRR! Tablice informujące o unijnych dotacjach, są stawiane w pobliżu miejsc realizacji "projektów".
Rozkradanie i marnowanie rzekomych unijnych dotacji, to jest jeszcze inna sprawa. Te dotacje są raczej pożyczkami. A konieczność zwrócenia ich jest nieuchronna. Kryzys wymusi! Unijna propaganda jest niemniej obrzydliwa od propagandy przewodniej siły narodu, korzyści płynących ze współpracy z RWPG, czy sojuszu z ZSRR! Tablice informujące o unijnych dotacjach, są stawiane w pobliżu miejsc realizacji "projektów".
Zainteresowanie budzą kwoty na tablicach, jeśli popatrzymy na prowadzone w pobliżu prace. I mnie zainteresowało jakim sposobem, można za wymienione kwoty, zrealizować projekt. Bo, wymieniony kwoty, wydały mi się podejrzanie niskie! Lub za wysokie. Zależy tylko czego dotyczą owe kwoty. Dość często przechodzę w pobliżu jednej z takich tablic. Na tej tablicy, wymieniony całkowity koszt projektu. Jest kwota nieco ponad 468 tysięcy polskich złotówek. Unia daje ponad połowę, bo około 278 tysięcy złotych. Pieniądze te ponoć są przeznaczone na poprawę warunków życia mieszkańców bloków. Mieszka tam 75 rodzin.
W ramach tego projektu wykonano ocieplanie bloków, poprzez oblepianie bloków grubymi warstwami styropianu. Elewację pomalowano, balkony wyłożono płytkami i na górnych piętrach zakładano daszki nad balkonami. Zmieniono rynny. Ilość prac wykonana przez firmę i wymienione na tablicy kwoty, zgrzytały mi przeraźliwie w mózgownicy. Wydało mi się, że te pieniądze, nie mogą wystarczyć na wykonanie tych wszystkich prac. Za żadne grzechy świata nie uwierzę, chyba, że chodzi o kasę za sam tandetny projekt. Robota na blokach, to odrębna pula. Z kieszeni lokatorów, którym wydatek narzucono nie pytając ich o zdanie.
Zajrzałem na internetową stronę spółdzielni. Jest informacja o firmie, która wygrała przetarg i za jaką kwotę. O ile na podanej kwocie się nie skończy, to koszt prac przekroczy dwa i pół miliona złotych. Razem z projektem, ponad trzy miliony. Co po wykonaniu tych będą mieć lokatorzy? Będą? Już mają podniesiony czynsz, składki na dodatkowy fundusz remontowy i podniesione opłaty za ogrzewanie mieszkań. Już przed rozpoczęciem sezonu grzewczego! A na pocieszenie, na internetowej stronie spółdzielni, stek bzdur o korzyściach płynących z tych prac. O estetyce i garść ekologicznych bredni, powtarzanych na kilka różnych sposobów.
W ramach tego projektu wykonano ocieplanie bloków, poprzez oblepianie bloków grubymi warstwami styropianu. Elewację pomalowano, balkony wyłożono płytkami i na górnych piętrach zakładano daszki nad balkonami. Zmieniono rynny. Ilość prac wykonana przez firmę i wymienione na tablicy kwoty, zgrzytały mi przeraźliwie w mózgownicy. Wydało mi się, że te pieniądze, nie mogą wystarczyć na wykonanie tych wszystkich prac. Za żadne grzechy świata nie uwierzę, chyba, że chodzi o kasę za sam tandetny projekt. Robota na blokach, to odrębna pula. Z kieszeni lokatorów, którym wydatek narzucono nie pytając ich o zdanie.
Zajrzałem na internetową stronę spółdzielni. Jest informacja o firmie, która wygrała przetarg i za jaką kwotę. O ile na podanej kwocie się nie skończy, to koszt prac przekroczy dwa i pół miliona złotych. Razem z projektem, ponad trzy miliony. Co po wykonaniu tych będą mieć lokatorzy? Będą? Już mają podniesiony czynsz, składki na dodatkowy fundusz remontowy i podniesione opłaty za ogrzewanie mieszkań. Już przed rozpoczęciem sezonu grzewczego! A na pocieszenie, na internetowej stronie spółdzielni, stek bzdur o korzyściach płynących z tych prac. O estetyce i garść ekologicznych bredni, powtarzanych na kilka różnych sposobów.
sobota, 17 sierpnia 2013
SKOJARZENIA - SYMULANT
Leczenie ludzi, od dawna kojarzy mi się z naprawami sprzętów. Jako przykładu użyję zepsute radio. Trzeba radio naprawić, bo nie gra. Sprawdzamy bezpiecznik. Bezpiecznik jest dobry. Radio niestety nadal milczy. Jakoś nie przekonuje go do odezwania się fakt, że bezpiecznik nie jest spalony.
Drugim przykładem będzie pacjent po przebytym zawale serca. Stale zgłasza bóle w klatce piersiowej w okolicach serca, połączone z dusznościami. Wykonanie EKG i badanie krwi na troponiny, nie wykazuje kolejnego zawału. Pacjent nie zgłasza poprawy samopoczucia. Symulant?
Kiedy to piszę, zaczynam marzyć. Marzę, że jakiś lekarz zleci mi naprawienie radia samochodowego, lub telewizora. I to, że po sprawdzeniu bezpiecznika, powiem mu tak: "bezpiecznik dobry". Że zobaczę zdumioną buzię pana, lub pani doktor, że usłyszę jęk zawodu: "ale to radio dalej nie gra". Symulant?
wtorek, 13 sierpnia 2013
CHORE KASY - ZDROWE PIENIĄDZE
Solidaruchy pogmerały w służbie zdrowia. Narodziły się z tego gmerania chore kasy, przynoszące niektórym całkiem zdrowe pieniądze. Z możliwością wyleczenia bywa rozmaicie, co niekoniecznie jest "zasługą" solidaruchów.
Reforma służby zdrowia solidaruchom się nie udała, ale to, wcale nie dowodzi braku skuteczności ich działań. Udało się im skłócić solidarną w peerelowskich latach grupę zawodową lekarzy. Jako notoryczny zdechlak, mam okazję na to patrzeć z bliska i poczuć skutki na własnej skórze.
Najmocniej odczuwam założenie, że pieniądz ma chodzić za pacjentem. Ta idea, mocno podziałała na wyobraźnię lekarzy. Wyobrazili sobie pacjenta, który wychodzi z ich gabinetu lekarskiego. A za nim udają się na badania, lub do innego specjalisty pieniądze, które jeszcze chwilę temu, były na koncie opuszczanego lekarza.
Pobudzona wyobraźnia posłużyła do odpowiednich w takiej sytuacji działań, zapobiegających nieprzyjemnym lekarskim doznaniom. A pacjenci niech Boga proszą o zdrowie.
Reforma służby zdrowia solidaruchom się nie udała, ale to, wcale nie dowodzi braku skuteczności ich działań. Udało się im skłócić solidarną w peerelowskich latach grupę zawodową lekarzy. Jako notoryczny zdechlak, mam okazję na to patrzeć z bliska i poczuć skutki na własnej skórze.
Najmocniej odczuwam założenie, że pieniądz ma chodzić za pacjentem. Ta idea, mocno podziałała na wyobraźnię lekarzy. Wyobrazili sobie pacjenta, który wychodzi z ich gabinetu lekarskiego. A za nim udają się na badania, lub do innego specjalisty pieniądze, które jeszcze chwilę temu, były na koncie opuszczanego lekarza.
Pobudzona wyobraźnia posłużyła do odpowiednich w takiej sytuacji działań, zapobiegających nieprzyjemnym lekarskim doznaniom. A pacjenci niech Boga proszą o zdrowie.
piątek, 9 sierpnia 2013
BUFONADA
Chyba już gdzieś pisałem o tym przy jakiejś okazji. Mniejsza o samą okazję, bo nie ona jest najważniejsza. Czasem mnie bawi, a czasem irytuje widok nadętego osobnika, który wykonał banalną czynność i tak się nadął, jakby tego jeszcze nikt przed nim nigdy nie zrobił. I może nigdy nie zrobi.
Patrząc na takie zachowania, odnoszę wrażenie, że ci osobnicy rosną we własnych oczach. I nie odczuwają, że im bardziej się nadmą, tym większa jest pustka. Od której, są zawsze dużo więksi, bo mieści się ona w nich samych.
czwartek, 8 sierpnia 2013
ZNALAZŁEM
Kiedyś w wyniku pewnych zmian, uznałem za stracony dokument. I udało mi się zapomnieć, że ten dokument zabezpieczyć zdążyłem. Z pewnym zdziwieniem odnalazłem go dzisiaj, przeglądając różności. Nie jest mi on aktualnie do niczego potrzebny. Nie wykluczam tego, że może się jeszcze kiedyś, do czegoś przydać. W czasie, kiedy był mi on bardzo potrzebny, zupełnie zapomniałem o tym, że jeszcze go mam. I nawet nie próbowałem go odszukać.
Odnalezienie tego dokumentu, przypomniało mi miniony okres. Ale stało się powodem sprawdzenia, co mi pozostało z tamtego okresu. I przy okazji, powspominałem stare dzieje. Przyjrzałem się im teraz z dystansu. Bez emocji, które mi wtedy towarzyszyły. Ponowna analiza wydarzeń, potwierdziła moją daną ocenę sytuacji. Powróciło w pamięci coś, czego nie skojarzyłem w dniu zajścia, lecz dużo później. Jeszcze jedno sprawdzenie i znalazłem kolejny kwiatek. Też niespodziewany.
środa, 7 sierpnia 2013
O TYM NIE POMYŚLAŁEM.
Zajmowałem się z powodzeniem odgadywaniem przyszłych zdarzeń w interesującym mnie zakresie. A nie pomyślałem o paru ważnych dla mnie sprawach. Choćby o własnym zdrowiu. Jakoś nie potrafię się oswoić z obecną sytuacją, nawet w części przewidzianej. Jeszcze trudniej, oswajać się z tym, czego nie przewidywałem. Będę musiał.
wtorek, 6 sierpnia 2013
SKĄD SIĘ BIORĄ TAKIE "FILOZOFIE"?
W pewnym miejscu przeczytałem, że nie ma przeszłości, że nie ma przyszłości. Ale jest teraźniejszość. Skąd się bierze ta teraźniejszość, nie próbowano wyjaśnić. Nie wyjaśniono też, jak może nie być przyszłości, skoro jest teraźniejszość.
Otarłem się o coś mówiącego, aby żyć teraźniejszością, bez myślenia o przeszłości i przyszłości. Kolejny idiotyzm! Nie da się. Nawet kompletny głupiec, nie może być tak bezmyślny.
Idiotyzm takiego sposobu myślenia, da się obalić z łatwością. Wystarczy do tego celu prosty przykład, jakim jest głód, który dotyczy wszystkich żyjących.
Zgłodniałem, ale zrobiłem zakupy i mam w lodówce zapasy żywności. Za chwilę udam się do kuchni i zrobię sobie coś do jedzenia. Jest przeszłość, której nijak zapomnieć i przyszłość, o której nie sposób nie pomyśleć.
środa, 24 lipca 2013
ŻEBRAK NA POZIOMIE
Współczesny żebrak, mocno różni się od żebraka znanego z książek o tematyce historycznej. Nie chodzi w łachmanach, bo ludzie omijaliby go z daleka. Jest schludnie ubrany, bywa nawet tak, że lepiej od proszonego o jałmużnę.
Stanowiska pracy, dobiera starannie. Wybiera duże skupiska ludzi w dni targowe, co jest zrozumiałe. Żebrak wie, że idący na zakupy wychodzi z domu z pieniędzmi, aby powrócić bez nich, ale z towarem. Wie też, że dokładnie odwrotnie czynią jego konkurenci z branży złodziejskiej. Ci wychodzą z domu bez kasy, aby z nią wrócić do niego.
Tak żebraka, jak złodzieja, łączy chęć powrotu z pieniędzmi i wyjście z domu bez nich. Zasadnicza różnica jest taka, że żebrak musi zwrócić na siebie uwagę, co jest wysoce niepożądane przez złodzieja.
Współczesny żebrak, może działać w stowarzyszeniu, albo na dziko. Żebracy stowarzyszeni, powinni być na wysokim poziomie, aby nie przynieść ujmy swojemu władcy i panu. Tak więc są wyposażeni w odpowiednie do pracy narzędzia. W wyposażeniu żebraka, koniecznie musi się znaleźć sakwa na kasę, z uwagi na twarde warunki do klęczenia podkolanniki. Dobrze jest mieć je nieprzemakalne.
Deszcz może się okazać pożyteczny przez co niskie pobudki szefa, przemówią mocniej i skuteczniej do wyższych uczuć przechodniów. A do tego tabliczka z odpowiednim tekstem, estetycznie wykonana. Mamy przecież XXI wiek! W treści tabliczki, oprócz prośby, mogą być religijne ilustracje. Miejscem, które raczej wypada unikać jest kościół. A tak! Bo tam chodzą ludzie pobożni i datki rzucają na tacę.
sobota, 13 lipca 2013
KONSPIRACYJNE TWA
Konspiracyjne Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, odważnie się odgrodziło od myślących inaczej. Gdyby ujawniło się, mógłby im ktoś popsuć radosne kadzenie. Dla chcącego nic trudnego, mówi stare przysłowie. Niech bawią wielcy chłopcy w konspiracyjną adorację.
piątek, 5 lipca 2013
MANEWRY
Przypomniała mi się sytuacja sprzed załóżmy roku. Akurat nie pamiętam, czy było to rzeczywiście rok temu. Jednak nie chodzi o to kiedy, ale o to, co to było. Otóż w pewnym okresie czasu, realizując cel przeoczyłem, dwuznaczność jednej z moich wypowiedzi.
Efektem było otrzymanie wiadomości, mówiącej o uzyskanie efektu znacznie przekraczającego moje oczekiwania. Bzdura pomyślałem, a w myślach, pojawiło się wiele argumentów. Jakoś tak sobie wyobraziłem dwa warianty przebiegu spraw, oba dla mnie niekorzystne.
Odgadnięcie tego nie było trudne. Jeśli ja postawiłem kogoś w niewygodnej sytuacji, należało się spodziewać rewanżu. I nie tylko rewanżu, bo jeszcze niewygodnego dla mnie ruchu z innej strony. Mechanizm był prosty, więc chwalić się odgadnięciem nie ma jak.
Mógłbym się pochwalić innym celnym przewidywaniem, lecz od dawna już nie jest to ważne. I w przyszłości, nie ma tego jak wykorzystać. Gdybanie co by było, gdyby było inaczej, nie ma sensu. Bo wiem co jest, a to, co jest, wyklucza gdybanie.
To, co jest, brałem pod uwagę wcześniej. Ale wcześniej, nie było zdecydowanie wykluczone to rozwiązanie, którego nijak nie dałoby się zrealizować. Teraz już nie ma wątpliwości.
Efektem było otrzymanie wiadomości, mówiącej o uzyskanie efektu znacznie przekraczającego moje oczekiwania. Bzdura pomyślałem, a w myślach, pojawiło się wiele argumentów. Jakoś tak sobie wyobraziłem dwa warianty przebiegu spraw, oba dla mnie niekorzystne.
Odgadnięcie tego nie było trudne. Jeśli ja postawiłem kogoś w niewygodnej sytuacji, należało się spodziewać rewanżu. I nie tylko rewanżu, bo jeszcze niewygodnego dla mnie ruchu z innej strony. Mechanizm był prosty, więc chwalić się odgadnięciem nie ma jak.
Mógłbym się pochwalić innym celnym przewidywaniem, lecz od dawna już nie jest to ważne. I w przyszłości, nie ma tego jak wykorzystać. Gdybanie co by było, gdyby było inaczej, nie ma sensu. Bo wiem co jest, a to, co jest, wyklucza gdybanie.
To, co jest, brałem pod uwagę wcześniej. Ale wcześniej, nie było zdecydowanie wykluczone to rozwiązanie, którego nijak nie dałoby się zrealizować. Teraz już nie ma wątpliwości.
poniedziałek, 1 lipca 2013
KŁAMSTWO
Od jakiegoś czasu, zastanawiam się nad sensem kłamstwa i nad przyczynami. Ludzie kłamią, łudząc się, że zostanie ich kłamstwom dana wiara. Często wynika to ze zwykłej głupoty i bywa irytujące, kiedy jakiś głupiec usiłuje okłamywać.
Ale czyje kłamstwa dadzą się łatwiej rozpoznać, jeżeli nie głupca? Oprócz głupich kłamstw, są kłamstwa nie dające się nijak wytłumaczyć. Kłamca nie ma żadnego powodu, aby kłamać, oprócz chęci. Bywa, że kłamca, poza chęciami jakiś powód do kłamania ma. Kłamstwa są w ogóle irytujące. Znam tylko jeden rodzaj kłamstwa, który okłamywanych nie irytuje. To kłamstwa nierozpoznane.
czwartek, 20 czerwca 2013
PRZYMIERZAM SIĘ - PRZYMIARKA 01
Nie możemy zadecydować kiedy i gdzie się urodzimy, więc pewnie dlatego słyszymy o naszej godności i o naszych prawach do godnego życia. Mówi się nam o naszej godności, o naszych prawach, lecz pomija się milczeniem wiele niewygodnych faktów.
Podobno wobec prawa, wszyscy jesteśmy równi. To samo prawo, jest zupełnie bezsilne wobec otaczających go realiów i nierównych życiowych szans człowieka. I to od chwili jego przyjścia na świat. Czas i miejsce urodzin człowieka, w znacznym stopniu określają jego życiowe szanse.
Przed urodzonym w biednej rodzinie, w porównaniu z kimś, kto się urodził w rodzinie majętnej, perspektywy na najbliższą przyszłość, są zdecydowanie skromniejsze. Poruszam tylko najbliższą przyszłość, aby niepotrzebnie nie przedzierać się przez gąszcz ubocznych spraw, nie będących w związku z poruszonym przeze mnie tematem.
W oparciu o ten przykład, możemy śmiało przyjąć, że już od najmłodszych lat jesteśmy oszukiwani. Co to za prawo, którego nie sposób wyegzekwować, bo niby w jaki sposób i gdzie??? Nie ma jak, gdyż jest to pusty frazes.
Podobno wobec prawa, wszyscy jesteśmy równi. To samo prawo, jest zupełnie bezsilne wobec otaczających go realiów i nierównych życiowych szans człowieka. I to od chwili jego przyjścia na świat. Czas i miejsce urodzin człowieka, w znacznym stopniu określają jego życiowe szanse.
Przed urodzonym w biednej rodzinie, w porównaniu z kimś, kto się urodził w rodzinie majętnej, perspektywy na najbliższą przyszłość, są zdecydowanie skromniejsze. Poruszam tylko najbliższą przyszłość, aby niepotrzebnie nie przedzierać się przez gąszcz ubocznych spraw, nie będących w związku z poruszonym przeze mnie tematem.
W oparciu o ten przykład, możemy śmiało przyjąć, że już od najmłodszych lat jesteśmy oszukiwani. Co to za prawo, którego nie sposób wyegzekwować, bo niby w jaki sposób i gdzie??? Nie ma jak, gdyż jest to pusty frazes.
Etykiety:
bezrobocie,
gospodarka,
polityka,
prawa i oczekiwania,
refleksje
PRZYMIERZAM SIĘ, ABY SIĘ ZMIERZYĆ...
Przymierzam się, aby się zmierzyć z trudnym tematem bezrobocia, kryzysu, pazerności i innych powiązanych z tematem spraw. Dotąd nie zdecydowałem się od czego zacząć pisanie i na czym zakończyć. Wbrew przeszkodom, chyba wiem od czego zacząć i już niedługo, zacznę pisać na ten temat.
wtorek, 4 czerwca 2013
DLACZEGO BRAK WIZYT KAPŁANA?
W tym samym miasteczku, gdzie anioł mówi dzień dobry, gdzie jest porządny szpital mający dwie kaplice, zabrakło kapłana. Jest kaplica dla zmarłych i druga dla chorych.
Jest też parę oddziałów. Oddziały wewnętrzny i chirurgiczny, to miejsca rezerwowane dla mnie przez los. Dzięki temu, mogłem zauważyć parę interesujących sytuacji. Oddział wewnętrzny, jest odwiedzany przez księdza, a na chirurgii nie widziałem go ani razu.
Bardzo mnie ciekawi przyczyna tego stanu rzeczy. Na ścianach są przepisowo powieszone krzyże. Kompletny brak symboli innych wyznań religijnych, nie wydaje mi się być powodem, do omijania chirurgii przez księdza.
Myślę sobie, może rygorystycznie przestrzegane przepisy sanitarne, aby nie dopuścić do jakiejś infekcji skutkują brakiem obecności kapłana? Ale chorych, codziennie odwiedzają ich krewni i znajomi. Czyżby ksiądz...? No co ksiądz do stu tysięcy aniołów? No, co ksiądz? No czemu, brak księdza ze słowem Bożym dla chorych? Czyżby nie dostał umowy na oddział chirurgii i ortopedii w NFZ?
poniedziałek, 3 czerwca 2013
SZPITAL, RADIO MARYJA I PAPIER TOALETOWY.
Co ma piernik do wiatraka? Chyba ma. W niewielkim mieście, gdzie anioł mówi dzień dobry, jest szpital. Porządny to szpital. wyposażony w dwie kaplice i w papier toaletowy. Tutaj jest leczona starsza pani.
Starsza pani, pomimo swojego wieku, jest jeszcze ruchliwa, jak mało kto. Niestety jest osobą, sprawiającą swoim zachowaniem personelowi i pacjentom problemy. Jest to słuchaczka toruńskiej rozgłośni radiowej i w wolnych chwilach, kolekcjonuje.....papier toaletowy.
Słuchanie audycji RM, nie byłoby problemem, ale nie każdy życzy sobie tego słuchać od rana do wieczora. Widocznie tej pani, zabrakło wytrwałości do praktyk religijnych, gdyż nie poszła na wspólne modlitwy do kaplicy, mieszczącej się w szpitalu. Może gorzej się poczuła? Może nie miała chęci schodzić? To można różnie tłumaczyć. Chomikowanie papieru toaletowego, chyba tylko chorobą.
Patrzyłem na to wszystko z niedowierzaniem. Papieru toaletowego nie brakuje, więc nie ma powodu do robienia sobie takich zapasów. Zastanawiam się, jak będzie wyglądać moja starość, jeśli uda mi się długo pożyć.
Starsza pani, pomimo swojego wieku, jest jeszcze ruchliwa, jak mało kto. Niestety jest osobą, sprawiającą swoim zachowaniem personelowi i pacjentom problemy. Jest to słuchaczka toruńskiej rozgłośni radiowej i w wolnych chwilach, kolekcjonuje.....papier toaletowy.
Słuchanie audycji RM, nie byłoby problemem, ale nie każdy życzy sobie tego słuchać od rana do wieczora. Widocznie tej pani, zabrakło wytrwałości do praktyk religijnych, gdyż nie poszła na wspólne modlitwy do kaplicy, mieszczącej się w szpitalu. Może gorzej się poczuła? Może nie miała chęci schodzić? To można różnie tłumaczyć. Chomikowanie papieru toaletowego, chyba tylko chorobą.
Patrzyłem na to wszystko z niedowierzaniem. Papieru toaletowego nie brakuje, więc nie ma powodu do robienia sobie takich zapasów. Zastanawiam się, jak będzie wyglądać moja starość, jeśli uda mi się długo pożyć.
sobota, 25 maja 2013
PISMAKI DURAKI?
Co jakiś czas pojawiają się informacje o wydarzeniu, które ludzi bulwersuje, wywołuje zainteresowanie i spekulowanie na ten temat. Jeśli przyjrzeć się kolejnym wiadomościom, nawet tym pochodzącym z tego samego żródła, trudno nie zauważyć w nich sprzeczności.
Komu i czemu służy podawanie do wiadomości sprzecznych ze sobą informacji? Czy jest to tylko dziennikarska bezmyślność, czy może celowa dezinformacja? Może to celowe działania, obliczone na jakiś wcześniej założony efekt? To ja też, celowo, nie podaję żadnego przykladu. Po to, abyście sobie poszukali ich sami.
piątek, 24 maja 2013
DEMONSTRACJA
Wydawałoby się, że jest już po sprawie. A tu demonstracja. Po co? W jakim celu? Bo raczej nie bezcelowo. Nawet jeżeli to bezrozumne działanie, to jakiś cel ma. Idiotyzm i tyle!
czwartek, 23 maja 2013
JAKIEŚ PLANY?
Przyszło mi na myśl, aby zmienić sposób prowadzenia swoich blogów. Zmiany dotyczą zaprzestania publikowania na blogach niezrozumiałych tekstów. Pewnie też zrezygnuję z poruszania kliku tematów, które mnie przestały interesować.
środa, 22 maja 2013
FOTOGRAF DZIAD?
Pytania samo się nasuwa. Fotograf dziad? Dziad nie fotograf i już znamy odpowiedź. Dziad, z powodu bycia dziadem jest zmuszony do posługiwania się tańszym sprzętem. Posiadacz Canona, Nikona, lub innej lustrzanki, przechwala się użytymi do robienia zdjęć obiektywami.
Sprawnie przerzucają się pomiędzy sobą nazwami sprzętów i cóż z tego? Obejrzenie ich prac, kwituję krótko - kicz! Kicz, bo kicz, ale tworzy się grupka komentujących swoje zdjęcia w niemal w samych pozytywach. Zdjęcia? Bez pojęcia. I czują się dobrze. Niech się czują. Miłego kiczowania.
niedziela, 19 maja 2013
POCZUŁEM SIĘ DZIWNIE.
Kiedyś miałem dwóch wrogów. Mieszkali obok siebie. Między sobą też byli skłóceni. Któregoś dnia, przebywałem u kogoś z lokatorów, tej samej klatki schodowej. Wracałem do domu i w klatce, natknąłem się na jednego ze swych wrogów. Nie było jak go ominąć. Bójka pewna i z nią odjazd ostatniego na ten dzień autobusu.
Obaj moi wrogowie wiedzieli, że jestem zwaśniony z nimi i to postanowiłem wykorzystać. Szybko podszedłem do drzwi tego drugiego i zapukałem. Na moje szczęście był w domu i wyszedł. Obaj byli potężnie zaskoczeni. Stali patrząc na siebie, a ja bez przeszkód wyszedłem.
Dzisiaj znalazłem się w nietypowej sytuacji. Otóż ktoś wpadł na podobny pomysł i mnie próbował ustawić, podobnie, jak ja dawniej tamtych dwóch. Odejście wrabiającego przywołuje w pamięci tamte dni. Są pewne różnice, których nie będę opisywał. Podobieństwo jest takie, że dziś zostałem w celu odwrócenia komuś uwagi i zyskania czasu przez wrabiacza. Poczułem się nieswojo.
Obaj moi wrogowie wiedzieli, że jestem zwaśniony z nimi i to postanowiłem wykorzystać. Szybko podszedłem do drzwi tego drugiego i zapukałem. Na moje szczęście był w domu i wyszedł. Obaj byli potężnie zaskoczeni. Stali patrząc na siebie, a ja bez przeszkód wyszedłem.
Dzisiaj znalazłem się w nietypowej sytuacji. Otóż ktoś wpadł na podobny pomysł i mnie próbował ustawić, podobnie, jak ja dawniej tamtych dwóch. Odejście wrabiającego przywołuje w pamięci tamte dni. Są pewne różnice, których nie będę opisywał. Podobieństwo jest takie, że dziś zostałem w celu odwrócenia komuś uwagi i zyskania czasu przez wrabiacza. Poczułem się nieswojo.
SZTUKI WALKI - WALKA SZTUKI.
Ktoś napisał do mnie o ćwiczeniu sztuk walki w przeszłości. Z tym kimś, stale sobie z czegoś żartujemy. I tak sztuka walki, staje się walką sztuki. Może się stać walką ze sztuką. Albo można napisać: walka a sztuka. I tak z żartu dochodzę do tego, że pod tytułem walka a sztuka, można umieścić taki wniosek, jaki żart. Walka jest sztuką. Sztuka jest walką.
piątek, 17 maja 2013
300 PUNKTÓW
Prawie 300 punktów różnicy. Na moją korzyść. To bardzo dużo. Nie tak łatwo jest je osiągnąć. Przełożenie punktów na realne skutki stało się całkiem wyraźne. Wyłącznie dla mnie. I taki stan rzeczy zostanie.
Oczywiście nie mam na myśli trwałości aktualnej sytuacji, lecz to, czego punkty dotyczą. I jeszcze coś sobie pozwolę tu odnotować. Różnica w punktach rosła. Sytuacja pozornie wyglądała na inną.
Zauważyłem to przypadkiem. Założyłem, że jeśli tak jest, to, po pewnym czasie, dojdzie do przewidywanej sytuacji. Stało się zgodnie z moimi założeniami. Nawet przekraczając oczekiwania.
czwartek, 16 maja 2013
USTAW SIĘ WRESZCIE
Wiesz to, o czym wielu nie ma pojęcia. Jesteś tu, gdzie niejeden chce być. Ustaw się wreszcie.
wtorek, 14 maja 2013
JEŚLI SĄ DWA PRZECIWSTAWNE ZDANIA....
Od dawna uważam, że jeśli na jakiś temat słyszymy sprzeczne ze sobą informacje, to przynajmniej jedna z nich, nie jest prawdą. Może nawet żadna. Żadna nowina. Zabawa zaczyna się wtedy, kiedy jest się zmuszonym uznać jedną z nich za prawdę. Albo obie nazwać blagą. Dawniej, kiedy byłem jeszcze młody, nie było z tym problemu. Nie byłoby go i teraz, gdyby chodziło o błahe, jak wtedy sprawy.
sobota, 11 maja 2013
LICZY SIĘ AKTYNOŚĆ - WIEDZIAŁ!
Przypadkowo spotkałem znajomego, którego widuję bardzo rzadko. Odwiedził mnie i chwilę porozmawialiśmy na przy kawie, na różne tematy. Jednym z tematów był internet. Skuteczność poczynań podczas korzystania z niego.
Krótko stwierdził, że liczy się aktywność. Wiedział, co mówią, choć pewnie nie zdaje sobie sprawy, że to niezupełnie prawda. I chyba nie wie dlaczego, ale tego, co on wie, ja też nie wiem. Więc pozostaje mi chwila gdybania.
Jestem jednym z bardziej aktywnych użytkowników internetu. To pozwoliło na prowadzenie obserwacji i wyciąganie wniosków, a przypadkowe spostrzeżenia uzupełniły prowadzone obserwacje.
To pozwoliło mi na stwierdzenie, że wszelkie porady, nijak się mają do rzeczywistości. Praktycznie w żadnej dziedzinie korzystania z internetu, nie można na tych radach polegać i robić coś w myśl ich zaleceń.
Wpis kończę takim stwierdzeniem: aktywność i jej siła sprawcza jest zmienna, bo podlega dziłaniu przypadkowych czynników.
piątek, 10 maja 2013
CO TERAZ?
No właśnie. Co teraz? Wnioski z przeprowadzonych obserwacji nie napawają optymizmem. Porady różnego rodzaju, można spokojnie potłuc o kant zadka. Wiele racji mają twierdzący, że wszystkim rządzi czas i przypadek.
sobota, 4 maja 2013
WYEKSPLOATOWANE MIEJSCE?
Od pewnego czasu, przyglądam się czemuś, co jeszcze nie tak dawno było żywe. Nie mam na myśli śmierci istoty żywej, ani rośliny, lecz niektórych poczynań moich bliźnich. Pomimo potwierdzenia moich przypuszczeń, jest coś, co moją uwagę przykuwa na dłużej.
Ujmijmy to tak: osoba "S" jest kimś, kogo ustawimy w roli tego miejsca. Krótko: "S" jest miejscem. "S" jest potrzebne. I o "zajęciu" "S", pomyślał "J". Po pewnym czasie, pojawia się "N". "N" zaczyna bruździć między "S", a "J". Powstaje sztuczne zainteresowanie sprawą.
Wytwarza się niekorzystna dla "J" sytuacja. "N" zdobywa sobie przychylność u "S", a "J", ją stopniowo traci. Utrzymanie "S" przez "J" jest potrzebne, ale podjęcie walki o utrzymanie "S", dla "J", staje się niekorzystne. Wiązanie się walką o utrzymanie miejsca, musi pochłonąć czas potrzebny na inne czynności.
"J" przypomina sobie zatarg widziany w swoim dzieciństwie. I to zdarzenie, widziane w dzieciństwie, staje się motywem w układanym przez "J" planie działań. Przewidywanym efektem, jest właśnie brak okazywanego zainteresowania dla "S", ze strony "N". I to dowodzi intryganckiego charakteru jej działań. Jej, czyli "N".
niedziela, 28 kwietnia 2013
WARTO, CZY NIE WARTO?
To może nie eksperyment, a tylko obserwacja czegoś, co mnie interesuje. Zastanawiam się nad tym, czy w ogóle warto tracić czas na prowadzenie obserwacji. Nie wiem, czy z tego skorzystam. Nawet nie wiem, czy będzie mi to do czegoś potrzebne.
sobota, 27 kwietnia 2013
JESZCZE JEDNO POTWIERDZENIE
Zaglądając tu i tam w necie, natknąłem się na informację. Tak jakoś automatycznie, skojarzyła mi się z czymś, co mnie nie tak dawno interesowało. Sprawdziłem i uzyskałem jeszcze jedno potwierdzenie dla moich wniosków.
Jednak ostatnia informacja może stać się dla mnie początkiem czegoś nowego, czego dotąd nie było. Albo było, ale daleko ode mnie. Jeżeli mnie przeczucie nie myli, to stoję przed szansą rozwiązania jednej z nierozwiązanych jeszcze zagadek.
czwartek, 25 kwietnia 2013
PRZEBRNĄĆ PRZECIWNOŚCI LOSU
Pomysły na kolejne eksperymenty chwilowo wyczerpane. Jest coś innego do zrobienia. To niechciane zdarzenia losowe, których uniknąć się nie da. Trzeba je neutralizować, a nawet, w miarę możliwości usuwać ich skutki. Na to potrzeba czasu i kasy. Przede wszystkim trzeba poświęcić sporo czasu na usunięcie skutków niemiłego zdarzenia.
Potem dopiero będzie można podjąć decyzję co dalej. Powrót do starych projektów, czy rozpoczęcie nowych. To będzie zależało od zastanej sytuacji.
środa, 24 kwietnia 2013
ZALEŻNOŚCI I WARTOŚCI
Przeprowadziłem kilka eksperymentów, mających związek z portalami i niektórymi zależnościami w ich fukcjonowaniu. Wynik testów doprowadził mnie do niemiłych wniosków, które dotyczą portalów i ich właścicieli.
Mimo, że nie byłem nastawiony na pozytywne zaskoczenie, to rozmiar negatywów, przekroczył moje oczekiwania. Tak sobie, przy okazji patrzenia na jedne sprawy, drugie same się do oczu pchały.
Próby uporządkowania stosowanych kryteriów, przypisania im wartości, nie nadają się do opisania, ani zastosowania do czegokolwiek wyników tych działań.
niedziela, 21 kwietnia 2013
JESZCZE JEDNO WSPOMNIENIE
Nie potrafię zapomnieć o czymś niemiłym, co mnie spotkało. Co jakiś czas, powracam myślami do tych chwil. Interesuje mnie motyw prowadzonych przeciwko mnie działań. Wystarczyłaby do tego sama złośliwość?
Wydaje się to prawdopodobne, a świadczy o tym szereg faktów, których tu nie wymienię. Nadmienię jednak, że się tego spodziewałem. Dziwacznie wygląda możliwość trafnego przewidywania niektórych sytuacji i niemożność wskazania w nich motywu działań.
Dowodzić tego wydaje się trwająca około dwóch miesięcy cisza. Coraz mniej prawdopodobna jest możliwość robienia w konspiracji czegoś, czego nie miałbym jak upilnować. Po co, miałby się ktoś w coś takiego bawić tyle czasu?
Właściwie, od tamtej pory, minęło trochę więcej czasu, niż mi się zdawało. Jednak z pewnych powodów, przyjęcie w tym wpisie okresu krótszego, jest słuszne! Myślę też, że mogę spokojnie uznać swoje twierdzenia za udowodnione.
Dowodzić tego wydaje się trwająca około dwóch miesięcy cisza. Coraz mniej prawdopodobna jest możliwość robienia w konspiracji czegoś, czego nie miałbym jak upilnować. Po co, miałby się ktoś w coś takiego bawić tyle czasu?
Właściwie, od tamtej pory, minęło trochę więcej czasu, niż mi się zdawało. Jednak z pewnych powodów, przyjęcie w tym wpisie okresu krótszego, jest słuszne! Myślę też, że mogę spokojnie uznać swoje twierdzenia za udowodnione.
sobota, 20 kwietnia 2013
A JEDNAK ATAK
Już wiadomo. Złośliwa osoba postawiła na atak. Za wszelką cenę atak. No dobrze. Atakuj sobie, jeśli to jest celem twego życia i sensem istnienia w bezsensie poczynań.
No to czekamy
Teraz czekam. Nie usiłuję przewidzieć, co następi w jednej ze spraw, które mnie interesują. Możliwości kontynuacji i rezygnacji z działań, można uznać za tak samo możliwe. I nie ma nowych wskazań, przemawiających bardziej za jedną z tych opcji.
Kolejne trafne przewidywanie.
Z pewną satysfakcją, odnotowuję trafne przewidywanie tego, co nastąpi. Kolejny już raz. Właściwie, radość z tego powodu jest niewielka. Chcę jednak zapisać sobie, tutaj coś innego, niż zadowolenie z trafnego przewidywania przebiegu pewnej sprawy.
W kilku różnych miejscach pisałem o robieniu mi na złość i o czymś, co na to wygląda. Opierając się o własne obserwacje, doszedłem do wniosku, że musi dojść do sytuacji, którą założyłem.
Moje założenia, już się potwierdziły. Gdyby to przekładać na siłę zajmowanej pozycji, byłoby ciekawie. Wydawałoby się, że ta osoba stoi lepiej ode mnie. Jednak ukryta prawda była inna. Domyślając się tego, poczyniłem pewne obserwacje. Zastanawiam się, czy złośliwa osóbka odpuści, czy będzie nadal swoje działania kontynuować. Co wybierze? Poczekam. Zobaczę.
środa, 17 kwietnia 2013
TERAZ JUŻ MAM PEWNOŚĆ.
Kiedyś, gdzieś, coś komuś zarzuciłem. Miałem rację. Przy tej okazji, wspomnę o zaprzeczeniach, dzięki którym, zacząłem się domyślać paru innych spraw. Trafiłem. Dziś sytuacja zmieniła się pod kilkoma istotnymi dla mnie względami.
Gdyby nie to, że życie płata figle, temat zszedłby natychmiast na drugi plan. Profilaktycznie będzie trzymany na oku. Równolegle będę próbował zrealizować pewnien nowy pomysł. Aktualnie jest w fazie testów.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
A TO CHCIAŁBYM WIEDZIEĆ!
Dawno zauważyłem, że jestem brany za kogoś innego. Tego rodzaju spostrzeżeń mam kilka. Za każdym razem bywałem brany za kogoś innego. W jednym z tych przypadków, stało się dla osoby biorącej mnie za kogoś innego, całkowicie jasne, że to była pomyłka. Niezależnie od tego faktu, ta osoba, z jakiegoś powodu, niedowierzała temu wnioskowi. Potrzeba było upływu długiego okresu czasu, żeby dotarło to do jej świadomości.
Jednak nim do tego doszło, działy się dziwne rzeczy. Teraz to ustało. Myślę, że zmiana sytuacji, pomogła zrozumieć tej osobie pomyłkę. Zastanawiam się, w jaki sposób, teraz ta osoba, argumentowałaby swoje wcześniejsze postępowanie.
niedziela, 14 kwietnia 2013
KIEDYŚ SIĘ GŁOWIŁEM.
Kiedyś się głowiłem, jak zdobyć informacje, na jakiś temat. Nie za często udawało się to wtedy, kiedy było potrzebne. Przeważnie była to musztarda po obiedzie. Czasami udawało mi się w porę dowiedzieć. Dawniej, kiedy nie było u nas komputerów, ani internetu, jakiś przypadek naprowadził mnie na pewien pomysł. Właśnie teraz, kolejny raz, zastanawiam się, jak zastosować go w internecie. Co bardzo by mi się przydało. Jestem przekonany, że w świecie wirtualnym użycie tej metody, także może dawać pożądane efekty.
DZIWACZNA SYTUACJA
Na ogół staram się przewidywać konsekwencje tego, co robię. Jeśli moje przewidywania są trafne, mam przygotowany plan na najbliższą przyszłość. Tym razem jednak nie mam żadnego planu na najbliższe dni.
Powodów jest kilka. Otóż jest coś, czego się domyślam, to coś ma dwa warianty. Nie mam jak ustalić, jak faktycznie jest. Nie wiem, czy to, czego nie wiem ma jakiekolwiek znaczenie dla mojej sprawy. Coś jednak, mimo wszystko wykombinuję.
PROPOZYCJA?
Otrzymuję bełkotliwą wiadomość o niskiej oglądalności mojego bloga. Dołączona jest taka sama propozycja pomocy w zwiększeniu liczby wizyt na moim blogu. Wiadomości pisane w innym, niż polski języku, to dla mnie spam.
Prowadzę blogi wyłącznie po polsku. Czemuż to niewielkie nim zainteresowanie miałoby zainteresować kogoś innej niż moja narodowości? Myślę, że poza chęcią dokuczenia mi, czy oszukania mnie, ten ktoś jest zupełnie niedostrzegany przez innych i cierpi. Cierpi, bo chciałby zabłysnąć, a nie wie jak.
piątek, 12 kwietnia 2013
BOLĄCE ZDROWIE.
Lekarz ortopeda rozpoczyna leczenie. Z informacji, które są zawarte w szpitalnej karcie pacjenta, dowiaduje się, na co się skarży jego przyszły pacjent. Przyprowadzony do pacjenta po jednym jedynym dotknięciu chorego stawu i jednym poruszeniem ręki chorego stawia diagnozę!
Lekarz ortopeda, zapewne korzystał z pomocy wróżki, albo innej kuli szklanej, gdzie wyczytał jak długo pacjent choruje. Oznajmia głośno, że około roku. Pacjent przytakuje. Ortopeda okazuje dumę! Wiedział! Obraca się w stronę pielęgniarki i dodaje: tego się nie da wyleczyć. Następnie obraca się do pacjenta mówiąc, by ten po wyjściu ze szpitala przyszedł do niego.
Po wyjściu ze szpitala, spotykają się obaj w gabinecie ortopedy. Leczenie rozpoczyna się od wykonania dostawowego zastrzyku przeciwzapalnego wraz z innymi składnikami. Zastrzyki wykonuje co tydzień. Zrobione są już dwa zastrzyki. Po drugim lekarz zaleca ćwiczenia, które, jak twierdzi pokazał. Choć nie pokazał jakie należy ćwiczenia wykonywać!
W trzecim tygodniu, pacjent pali głupa. prosi o pokazanie tych ćwiczeń, bo zapomniał. Lekarz zabrania wykonywania ćwiczeń i umawia się na przyszły tydzień, w celu wykonania badań USG!!! No dobrze. Może jedni opowiadają kawały od tyłu, a ten tak leczy???
Nadchodzi dzień wykonania badań USG. Badania zaczynają się o 9:00 i kończą się o 10:00. W poczekalni jest pełno maluchów z rodzicami. Dzieciom badania zostaną wykonane w pierwszej kolejności. Oczekujący na swoją kolej pacjent, przygląda się z niedowierzaniem temu, co się dzieje. Dzieci są wprowadzane po dwoje. Z poczekalni znikają w niespodziewanie krótkim czasie. Wreszcie przychodzi kolej na niego. Pan doktor pyta się o stan zdrowia. O tym, że ból się utrzymuje nawet nie chce słuchać.
Przystawia sondę USG do JEDNEGO PUNKTU, NA CZAS KRÓTSZY OD SEKUNDY, NATYCHMIAST SONDĘ ZDEJMUJE OŚWIADCZAJĄC, ŻE ŻADNEJ CHOROBY NIE MA!!! ALE, GDYBY DALEJ BOLAŁO, POLECIŁ ZA TYDZIEŃ PRZYJŚĆ.
Pacjent dochodzi do wniosku, że boli go zdrowie. A skoro zdrowie boli, to nie ma sensu iść do lekarza. Niech sobie sława przemyskiej ortopedii leczy zdechłe świnie. Im nic już nie zaszkodzi.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
JEŚLI MOŻESZ I CHCESZ
Jeśli możesz i chcesz wesprzyj. Tu znajdziesz informację kogo i dlaczego: http://alicjakosmala.blogspot.com/
piątek, 5 kwietnia 2013
BRAKUJĄCY ELEMENT.
Wprawdzie temat zaczęty gdzie indziej, ale nie szkodzi. Jest taka sytuacja, jakiej się spodziewałem. Ale jest też taki jeden element, poza moim zasięgiem. Nie muszę wiedzieć, co się z nim wiąże, bo mogę sobie uznać, że nic nie znaczy.
Kiedyś, miałem swój sposób analizowania przeróżnych faktów, wypowiedzi. Sposób ten, doprowadzał do wniosków, do których normalnymi metodami było trudniej dojść. Wypada pomyśleć, jak zaadoptować metodę do użycia w internecie. Pora odkurzyć, stary dobry sposób analizowania.
czwartek, 4 kwietnia 2013
KAŻDY PRETEKST DOBRY
Mówią, że kto chce psa uderzyć, kija zawsze znajdzie. Czasem można dowiedzieć się, że to pies się sam obił o kija. Inna sprawa, czy pies w to zechce uwierzyć. Ale, kto o to psa będzie pytał?
środa, 3 kwietnia 2013
TO ZDANIE PASUJE MI JAK ULAŁ.
"I podejrzewam że komuś cholernie zależy na utrzymaniu tego stanu rzeczy." Zacytowałem zdanie pochodzące z innego bloga i nie mające związku ze sprawą, o której piszę. Na moim blogu doszło do sprzeczki. Przekręcono sens mojego wpisu i usiłowano forsować swoje dyrdymały.
W trakcie zatargu, osoba, której zarzuciłem nietakt i obraźliwą wypowiedź, raczyła zauważyć, że jednak mój wpis nie zawierał pewnych, przypisywanych mi sformułowań.
Zaczynała pojawiać się szansa na pomyślne zakończenie sprzeczki. Za takie uważam finał bez gniewu. Także oficjalne przyznanie się do błędu przez moją oponentkę. I to jedynie w części zmienienia sensu mojego wpisu.
Niestety, ktoś piszący dobrą wolę, najwyraźniej nie chciał widzieć, że pojawiła się szansa zakończenia spory. Albo, do tego nie chciał dopuścić. I w tym momencie, znowu powracam do cytowanego z innego bloga zdania: "I podejrzewam ze komuś cholernie zależy na utrzymaniu tego stanu rzeczy."
Ewidentna złośliwość włączającego się do dyskusji manipulanta, aż razi w oczy. Teraz o tym wspominam i zastanawiam się, nad analizą zdarzenia. Do tego tematu, myślę jeszcze kilka razy wrócić. Z paru powodów.
środa, 27 marca 2013
MAM WIELKĄ OCHOTĘ
Mam wielką ochotę "przyłożyć" komuś za prezentowanie głupich poglądów. Otóż ten ktoś stwierdził, że sztuka sama się obroni, jeśli jest dobra, niezależnie od tego, kto jest jej autorem.
Nie jest to twierdzenie zgodne z prawdą. Bo jeśli autorem jakiegoś gatunku sztuki jest znana osoba, to kolejna jego praca, może się obronić, nawet wtedy, kiedy jest zwykłym kiczem.
Z kolei prawdziwa perełka stworzona przez nieznanego twórcę, może pozostać niezauważona. Może być traktowana pogardliwie i bez dobrego wsparcia, pozostanie nieznanym nikomu dziełkiem.
Nie jest to twierdzenie zgodne z prawdą. Bo jeśli autorem jakiegoś gatunku sztuki jest znana osoba, to kolejna jego praca, może się obronić, nawet wtedy, kiedy jest zwykłym kiczem.
Z kolei prawdziwa perełka stworzona przez nieznanego twórcę, może pozostać niezauważona. Może być traktowana pogardliwie i bez dobrego wsparcia, pozostanie nieznanym nikomu dziełkiem.
wtorek, 26 marca 2013
RZECZYWIŚCIE JAK NA ZŁOŚĆ
Rzeczywiście jak na złość. Mam na myśli przebieg spraw, które mnie dotyczą. Już gdzieś pisałem, że mógłbym pokazać co jest mi na złość robione. Wydaje się, że miałbym jeszcze więcej takich rzeczy do pokazania. Pytanie brzmi: po co?
Gdybym miał choć jeden powód do zrobienia przyjemności tym, którym mogę zarzucić złośliwość, mógłbym się nad tym zastanawiać. Ale pewne, niewygodne dla mnie zagrywki, mogę obejść bokiem, co też uczynię.
Złośliwość jest ewidentna. Mimo to, a raczej ona skłania mnie, do pewnych przemyśleń. Dla przykładu skąd się bierze? Poznanie na to pytanie odpowiedzi, może stać się czymś w rodzaju wskazówki jak postąpić.
I jeszcze pamiętać trzeba, że jest pewna różnica, pomiędzy tym czego mi trzeba, a tym, co mi się należy. Jeśli mi się coś w jakimś przypadku, w ogóle należy. Złośliwość i tak pozostaje złośliwością. Żaden fakt tego nie zmieni.
Gdybym miał choć jeden powód do zrobienia przyjemności tym, którym mogę zarzucić złośliwość, mógłbym się nad tym zastanawiać. Ale pewne, niewygodne dla mnie zagrywki, mogę obejść bokiem, co też uczynię.
Złośliwość jest ewidentna. Mimo to, a raczej ona skłania mnie, do pewnych przemyśleń. Dla przykładu skąd się bierze? Poznanie na to pytanie odpowiedzi, może stać się czymś w rodzaju wskazówki jak postąpić.
I jeszcze pamiętać trzeba, że jest pewna różnica, pomiędzy tym czego mi trzeba, a tym, co mi się należy. Jeśli mi się coś w jakimś przypadku, w ogóle należy. Złośliwość i tak pozostaje złośliwością. Żaden fakt tego nie zmieni.
wtorek, 19 marca 2013
OKAZUJE SIĘ
Okazuje się, że nie wystarczy zrozumiale wyrazić swoją myśl. Czasem, dla niektórych wypadałoby postawić tłumacza, który przełożyłby z polskiego na nasze. Prosta myśl zostaje zrozumiana inaczej, niż wynika to z tekstu. I problematyczne staje się wyjaśnienie jej sensu.
Wyrażając sprzeciw wobec mojego punktu widzenia, posłużono się argumentem, który ma się nijak do poruszonego zagadnienia. Przy okazji autora sprzeciwu, stawia w niekorzystnym świetle osoby nie rozumiejącej w czym rzecz.
Wyrażając sprzeciw wobec mojego punktu widzenia, posłużono się argumentem, który ma się nijak do poruszonego zagadnienia. Przy okazji autora sprzeciwu, stawia w niekorzystnym świetle osoby nie rozumiejącej w czym rzecz.
sobota, 2 marca 2013
TAKIE SOBIE SPOSTRZEŻENIE
Na jednym z moich blogów, co pewien czas, pojawia się użytkownik, który zwrócił swoim zachowaniem moją uwagę. Otóż ten użytkownik daje się zapamiętać z powodu używania tych samych materiałów. Ale na nowych kontach i oczywiście pod nową nazwą.
Za pośrednictwem jednego jego konta, trafiłem na drugie, znajdujące się na innym portalu. Parę razy, znikały jego konta z obu znanych mi miejsc. Niby normalne. Ostatnie jego zniknięcie, poprzedziły zdarzenia, które nie muszą mieć związku z jego osobą. Ale mają związek z wrogimi wobec mnie działaniami.
Gdyby ktoś chciał wiedzieć dlaczego piszę o nie mających ze sobą związku zdarzeniach, to wyjaśniam, iż tym sposobem łatwiej mi pamiętać o kilku różnych sprawach.
środa, 6 lutego 2013
ERYSTYKA I MANIPULACJA FAKTAMI
Przy okazji pewnego sporu, zamierzałem użyć we własnej obronie, pewnego faktu. Po namyśle zrezygnowałem. Fakt ten jest tak elestyczny, że daje się naciągać wedle życzenia obu zwaśnionych stron. Czyli mnie i mego wroga.
Przebić się poprzez zastosowaną dotychczas manipulację jest praktycznie niemożliwe. Próby wyjaśnienia czegokolwiek tracą sens. Bo nie prawda jest szukana i pożądana, lecz w jej miejsce argumenty przeczące prawdzie.
Szukanie argumentów potwierdzających narcystyczną ochotę odbierania hołdów, choćby i fałszywe były, utrudnia, jeśli nie wyklucza rzeczową dyskusję. Autentyczny talent tej osoby, stanowi dodatkowe utrudnienia w rozmowie. Więc odpuszczam.
czwartek, 31 stycznia 2013
NA TROLLA
Tego chyba bym nie wymyślił. To atak na trolla. Jakiś czas temu, zauważyłem założone konto, kojarzące mi się paskudnie. Z pewną nazwą, wcześniej, widzianą w innym miejscu. Minęło od tamtej pory trochę czasu, aż wreszcie, ten ktoś usiłował spaskudzić mi bloga, pisaniem złośliwych komentarzy.
Pozbawiłem delikwenta możliwości komentowania na moim blogu i wydawałoby się, że mam spokój. Ale nie doceniłem go, o czym się wkrótce przekonałem. Zostały zaatakowane moje komentarze pisane na blogu innej użytkowniczki. Zareagowała tak, jak przystoi na gospodarza. Zwróciła mu uwagę, a widząc, że nie odnosi skutku, pozbyła się go i zablokowała.
Celem kolejnego ataku, stała się jeszcze inna użytkowniczka pod pretekstem. Ten sam pretekst mógłby posłużyć do ataku na wiele innych osób. Ale została zaatakowana ta, u której coś komentowałem. Przypadek? Być może, mój związek z tym jest wyłącznie przypadkowy. Jest jedno ale.
Jest to wcześniejsze wyznanie o czekaniu na mnie, że od dawna byłem na cenzurowanym. Parę razy odniosłem wrażenie, że jestem z nim utożsamiany. Nie wiem, czy tak było faktycznie, ale bardzo bym tego nie chciał. On sprawił na mnie wrażenie, że jemu, taka sytuacja by odpowiadała.
W trakcie ostatniego zatargu i raz nieco wcześniej, wskazałem, że jesteśmy różnymi osobami. Mimo tego, wydaje mi się, że nadal istnieją podejrzenia, iż on i ja, to ten sam człowiek. Głupie to może wrażenia, ale takie mam i nic na to poradzić nie umiem. Jeszcze jest coś, co się zbiega w czasie ze wspomnianymi tu zdarzeniami. Teraz, nie chce mi się o tym pisać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

