Czytam nekrolog o śmierci młodego człowieka. Nie przeżył nawet dwudziestu lat. Odebrał sobie życie, bo zostawiła go dziewczyna. Co myśli, co czuje człowiek, który decyduje się targnąć na własne życie? I zastanawiam się, jak to jest, że pragnienie posiadania miłości tej jednej, jedynej osoby, wszystko inne czyni niczym?
Jak to jest, że w takiej chwili, może przestać się liczyć miłość rodziców, rodzeństwa? Jak to jest, że podejmuje się nieodwołalną decyzję o zakończeniu swojej ziemskiej wędrówki? Jak silny musi być doznany zawód, żeby swoim najbliższym zafundować ból odchodząc na zawsze? Nie umiem odpowiedzieć sobie na żadne z tych pytań. Nie rozumiem tego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz