piątek, 5 maja 2023

Teoretyk, ekspert nierozumiejący.

Podaje się za znawcę w różnych dziedzinach, takich jak religia, polityka, fotografia, elektronika. Pewnie podobnie będzie się zachowywał w niewymienionych tutaj dziedzinach. Zaczniemy od elektroniki. Tak sobie przypomniałem o zabawce - o sterowanym drogą radiową samochodziku na baterie. Chciał zabawkę naprawić i sprzedać. Przypuszczam, że chciał się popisać przede mną i dlatego poprosił mnie o pomoc. Bo chwalił się znajomością elektroniki.
 
Mnie nie chciało się tym zajmować, ale poszedłem z ciekawości, aby zobaczyć, jak sobie będzie radził z naprawianiem. Powiedział, że ma schemat tej zabawki, więc jest jakiś punkt zaczepienia. Autko jeździło pomimo braku poleceń z pilota, który był pozbawiony baterii i nie mógł ich emitować. Poprosiłem, żeby mi pokazał ten schemat i podpowiedziałem mu, aby odłączył zasilanie od części odbierającej polecenia z pilota i pozostawienie pod zasilaniem wyłącznie elementów wykonujących otrzymanie polecenia.

I elektronik zamilkł! Nie wiedział jak tego dokonać. Powiedziałem mu, że trzeba wylutować po jednym końcu dwóch rezystorów doprowadzających napięcie do odbiornika. O kropki! Elektronik nie potrafił ich wskazać na schemacie, choć rzekomo umie je czytać! Więc pokazałem mu je i wtedy okazało się, że miał schemat, ale od innej zabawki, bo w zabawce w ogóle nie było rezystorów o takich numerach. Ponieważ bełkotał o strojeniu obwodów, zostawiłem go z zepsutą zabawką i poszedłem do domu.
 
Być może sam rozstroił pilota, albo odbiornik w autku, a może jedno i drugie, bez sprawdzenia czy jakieś elementy nie są uszkodzone, czym jeszcze utrudnił sobie naprawienie zabawki. A mnie zdecydowanie nie odpowiadało słuchać bzdurnych przechwałek i tracić czasu na zbędne dyskusje. Poszedłem do domu. On doszedł do wniosku, że wystarczy odpiąć antenę od samochodzika, co oczywiście pomogło, jak kadzidło zmarłemu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz