Zupełnie nie rozumiem dlaczego wyjaśniający co to jest, zamiast wyjaśnić zaciemniają sprawę i jest wiele osób nierozumiejących o co w tym chodzi. Obejrzałem kilka filmików na ten temat, ale w żadnym z nich nie znalazłem interesujących mnie informacji. Ale w jednym z tych filmów padła wypowiedź o nonsensie w zastanawianiu się nad tym podczas fotografowania. To samo powiedziałem kiedyś swojemu znajomemu nierozumiejącemu teoretykowi.
Jednak nierozumiejący teoretyk wyskoczył z teorią o oszustwie; według niego oszustwem jest to, że przy nagrywaniu filmu aparatem, nie wykorzystuje się całej powierzchni matrycy. Nie dociera do niego fakt, że w tym samym aparacie, rozdzielczość kadru filmowego jest znacznie mniejsza od rozdzielczości zdjęcia. Zatem nie ma potrzeby wykorzystywania całej powierzchni matrycy. Nie dociera do niego i to, że są dane techniczne zawierające informacje o parametrach nagrywanych filmów.
W jednym z filmików przypomniano mi o tym, że podczas nagrywania filmików kąt widzenia obiektywu się zmniejsza. W wyniku zmniejszenia się kąta widzenia obiektywu, mniejsza jest też ilość światła, które dociera do matrycy i mniejszy jest obszar widziany w kadrze. To, o czym teraz napisałem, sprawdziłem używając do tego celu aparatów Sony DSC - HX350 i Canon M50 mark II. W obydwu po przełączeniu na filmowanie zmniejszył się widziany obszar na ich ekranikach.
Oba wspomniane aparaty różnią się wielkością matrycy, a pomimo tej różnicy, podczas filmowania kąt widzenia w obydwu aparatach jest mniejszy, co wskazuje na inną przyczynę zjawiska, niż wielkość matrycy. W obydwu aparatach podczas filmowania zmniejsza się kąt widzenia i pewnie o tym kiedyś mój znajomy teoretyk nierozumiejący czytał, albo słyszał. Ale rzępolenie mantry o wielkości matrycy, staje się narzędziem ogłupiania podpartym przelicznikami odnoszącymi się do pełnej klatki. On pewnie też tego nie zrozumiał. Cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz