Nie zostawiaj mnie samej w otchłani. Nie zostawiaj gdy dzierżę sztylet, którym rozerwę swe trzewia. Nie patrz jak krwawię. Dobij i milcz. Ty nie byłeś prawdziwy.Wyimaginowałam sobie twój ideał nie widząc wad.Widzisz łzy i krew, to i tak nie zmieni się.Choć cierpię, choć ból rozrywa mi wnętrzności, ty stoisz i patrzysz
w znieczuleniu.Nic nie zmienię. Już w nic nie wierzę. Zostaw, bądź dobij.
Rany i tak już się nie zagoją. Serce leży gdzieś w kanale, spłynęło
wraz z ściekami. I jestem winna. Winna. Winna tego, że jestem, że istnieję.
w znieczuleniu.Nic nie zmienię. Już w nic nie wierzę. Zostaw, bądź dobij.
Rany i tak już się nie zagoją. Serce leży gdzieś w kanale, spłynęło
wraz z ściekami. I jestem winna. Winna. Winna tego, że jestem, że istnieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz