wtorek, 10 września 2024

Powtórka z rozrywki.

Jak zwykle, teoretyk nierozumiejący usiłuje przekonać mnie do swych urojeń. Na przykład nadal obciąża większą rozdzielczość matrycy winą za nieostre zdjęcia, choć te powodują drgania aparatu, a większa rozdzielczość matrycy pozwala je ujrzeć dokładniej. Zresztą nie tylko on tak uważa. 

Kolejną teorią, którą on uważa za pewnik, jest twierdzenie, że podaje się minimalną odległość ostrzenia od matrycy, a nie od czoła obiektywu, choć nijak nie da się obronić tej teorii w odniesieniu do minimalnej odległości 1 cm! A przecież w makrofotografii takie małe odległości są stosowane. I co? Obiektyw się spłaszcza i wpada do korpusu aparatu, czy może matryca wędruje wgłąb obiektywu, a po drodze spłaszcza soczewki, aby to stało się możliwe? 

W tym przypadku też on nie jest jedynym tak twierdzącym. Jednakże, gdyby podawane minimalne odległości ostrzenia liczyło się od matrycy, to nijak nie mogłoby być mowy o ostrzeniu z odległości 1 cm. Ja jestem zwolennikiem podawania tej odległości od przedniej soczewki obiektywu. 

Wielu fotografujących, sprzedających sprzęt fotograficzny, a także ci, co piszą porady dla początkujących fotografów, za maksymalną przysłonę uważają największy otwór, choć im większa przysłona, tym mniejszy jest otwór przepuszczający światło w obiektywie. A tu kropki niespodzianka: według nierozumiejącego teoretyka obydwa twierdzenia są poprawne, mimo, że się wzajemnie wykluczają!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz